sobota, 23 stycznia 2010

"Nine" (2009)

Dzięki wygranej na stronie ale kino! mogłam się wybrać na przedpremierowy pokaz musicalu Nine. I sama nie wiem co sądzić o tym filmie. Mam w głowie małe zamieszanie.

Sławny reżyser filmowy Guido Contini, po kilku nieudanych dziełach, ma powrócić nowym filmem na szczyty. Wszyscy ciekawi są jego nowego projektu o szumnym tytule "Italia". Wszyscy, łącznie z Continim, który także jest scenarzystą, a tymczasem nie napisał ani słowa, mało tego nie wie o czym ma być ten film. Na jego niemoc twórczą nakłada się kryzys wieku średniego oraz kompletnie poplątane stosunki z kilkoma kobietami jego życia.

Nine wyreżyserował Rob Marshall, twórca musicalu Chicago, którego ja osobiście nie lubię. Uważam ten film za przyciężki i bez polotu. Ma on kilka perełek, w tym rewelacyjne Cell Block Tango, ale ogólnie niczym mnie nie zachwycił. I w sumie w przypadku Nine jest podobnie. Mnie, jako musical, ten film rozczarował. Większość piosenek jest znośna, ale tylko znośna. Perełką jest Be Italian wykonywana przez Fergie. Dodać do tego można jeszcze niezłe Cinema Italiano Kate Hudson. Reszty nie pamiętam. Co do klimatu, jest nieco lepiej, lata 60. biją po oczach i to cieszy. Na pewno dużą zachetą do obejrzenia jest skupisko wielu cenionych nazwisk w jednym filmie: Daniel Day-Lewis, Judi Dench, Marion Cotillard, Penélope Cruz, Nicole Kidman oraz Sophia Loren. I tu mogę przejść do plusów. Brawa dla Day-Lewisa. Jako zamknięty w sobie, nieco ekscentryczny, zagubiony i zmęczony reżyser-gwiazda wypadł wspaniale. Gdyby nie on, nie wiem czy doczekałabym napisów końcowych. Dench, przyjaciółka rezysera, jak zwykle dobra. Co dziwne, ponieważ jej nie lubię, podobała mi się tutaj Kidman w roli pięknej aktorki i muzy Continiego. Także Cotillard, w roli zdradzanej żony, zakochanej bardziej w twórcy, niż w człowieku, była dobra, jej grę oglądałam z przyjemnością. Poraziła mnie tylko Loren, w roli zmarłej matki, z którą Guido rozmawia - jakby naprawdę rozmawiał z umarlakiem.
Ogólnie raczej nie polecam, na pewno nie jeśli macie ochotę na musical. Ale jeśli ktoś ciekawy i lubi Day-Lewisa, to można.

Be Italian:

3 komentarze:

kolmanka pisze...

zastanawiałam się nad tym musicalem, bo zachęcają do niego reklamy. Na "Chicago" męczyłam się niemiłosiernie, więc chyba i "Nine" sobie odpuszczę.

Caitri pisze...

Ja Cię namawiać nie będę ;)

Pozdrawiam!

Tucha pisze...

Właśnie słyszałam,że Nine nawet nie dorównuje Chicago...ale chyba przekonam się na własnej skórze:)
"Be Italian" od razu rzuciło mi się w oczy i tak kusi...:)
Pozdrawiam