Długi majowy weekend, w tym roku naprawdę długi, ciepło za oknem, słońce praży, z domu wyjść się nie chce (tzn. mi się nie chce, głównie przez to słońce). Rozleniwiona jestem kompletnie i, o zgrozo!, podziębiona (wykończyły mnie lody kawowe), poszukałam więc sobie i lekturki lekkiej, a że biorę udział w wyzwaniu Z półki wybór padł na piątą część przygód osławionego Jakuba Wędrowycza - w końcu książki opowiadające o rodzimym egzorcyście ociekają humorem i absurdem.
Po ostatnim spotkaniu z Jakubem W. doszłam do wniosku, że jego trzeba sobie dawkować. Bo co za dużo, to w końcu nie jest zdrowo. Stąd przerwa była znaczna w lekturze książek Pilipiuka. Ostatnią część, dokładnie Zagadkę Kuby Rozpruwacza, czytałam w styczniu roku ubiegłego. Jak się okazało, przerwa była słuszną decyzją. Wzięłam teraz książkę do ręki z lekką obawą, czy nadal zwariowane przygody Wędrowycza będą mi się podobały. Mam bowiem ogromny sentyment do części pierwszej, która była jakby objawieniem i już na zawsze zostanie jedną z moich ulubionych książek. Wieszać każdy może jest jednak gorszym zbiorem, ale nadal jest to całkiem porządny kawałek rozrywkowej lektury.
Tym razem dostajemy siedem króciusieńkich opowiadań, które ja osobiście szalenie lubię - pomysłowo, szybko, z dowcipem. A potem mamy jedno długie opowiadanie, Pola Trzcin, które w przeciwieństwie do takiego samego dłuższego opowiadania zawartego w Czarowniku Iwanowie, także mi się podobało. Może przez tematykę? Tym razem bowiem Jakub wraz z Semenem i swoim wnuczkiem Piotrusiem rozprawiają się z Leninem i Dzierżyńskim, jeno w Egipcie, a po drodze nie przepuszczają, jak przystało na najlepszych specjalistów, bandom wampirów w Rumunii i na Węgrzech.
Wieszać każdy może zdecydowanie mi się podobało. I na pewno, za czas jakiś (raczej dłuższy, niż krótszy), sięgnę po kolejną część przygód Pierwszego Egzorcysty Rzeczpospolitej w Gumiakach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 5 maja 2012
poniedziałek, 10 stycznia 2011
"And Winter Came..." Enya
Któż nie zna Enyi? Ręka w górę: nie widzę. Bo taka zdaje się jest prawda, każdy słyszał choć raz jakąś jej piosenkę (najpewniej była to Orinoco Flow). Ta irlandzka piosenkarka ma swój specyficzny styl i głos, który pozwala od razu ją rozpoznać.Gdy myślę o jej muzyce przychodzą mi do głowy takie określenia jak delikatna, spokojna, mistyczna, tajemnicza, może nawet eteryczna. I taka właśnie jest jej zimowa płyta, wydana w roku 2008, And Winter Came.... Album ten zawiera dwanaście utworów, z których większość jest nowymi kompozycjami, specjalnie napisanymi na ten album. Są to bardzo dobre piosenki, ale płyta ta ma jedną wyjątkową moim zdaniem perełkę, hymn pochodzący z XII wieku: Oh Come, Oh Come Emmanuel zaśpiewany w języku angielskim i po łacinie. W wykonaniu Enyi brzmi on po prostu przepięknie.
I to właśnie jest moja trzecia ulubiona świąteczno-zimowa płyta.
środa, 29 grudnia 2010
"A Midwinter Night's Dream" Loreena McKennitt
Kolejna z moich ulubionych zimowo-świątecznych płyt. Tak właściwie w tej chwili chyba ulubiona.A Midwinter Night's Dream kanadyjskiej piosenkarki Loreeny McKennitt zachwyciła mnie od pierwszego przesłuchania, choć muszę zaznaczyć, że ja tę artyskę bardzo sobie cenię już od dłuższego czasu.
Co szalenie mi się podoba w tej płycie, to jej cudowny i ciepły klimat, osiągnięty poprzez, jak to u Loreeny, mieszankę wpływów. Przeplatają nam się bowiem tutaj różne nutki: celtyckie, orientalne, tradycyjne, tworząc coś wyjątkowego. Na płycie znajdziemy trzynaście kolęd i pieśni świątecznych; jedne starsze, nawet z okolic XVI wieku, inne nieco młodsze. A wszystkie zaśpiewane ciekawym głosem piosenkarki i przepiękne zagrane. Ja gorąco polecam!
czwartek, 9 grudnia 2010
"W tym roku będzie inaczej" Maeve Binchy (Znalezione pod choinką)
Moja pierwsza książka przeczytana w ramach wyzwania Znalezione pod choinką. Czemu akurat ta? Gdy spojrzałam na listę ewentualnych lektur, nazwisko Binchy samo rzuciło mi się jako pierwsze w oczy. Bardzo miło wspominam lekturę jej innej książki, W kręgu przyjaciół. Pomyślałam więc, że może lektura i tej pozycji sprawi mi tyle samo frajdy.Ku mojemu niewielkiemu rozczarowaniu frajdy miałam nieco mniej. Być może dlatego, że jest to niewielki zbiór króciutkich, żeby nie powiedzieć króciusieńkich, opowiadań? Tak czy inaczej ogólnie rzecz biorąc czytało mi się je bardzo przyjemnie. Jedne są troszkę lepsze, drugie jakby mniej, ale wszystkie są bardzo ciekawe. Oczywiście łączy je motyw Bożego Narodzenia. Autorka dodatkowo przeplata go miłością, rodziną, konfliktami czy rozczarowaniami. Wszystkie te opowiadania są bardzo realne, to takie małe scenki z życia, które zdarzają się nam czy naszym znajomym. Ja sama znalazłam w tym zbiorze, powiedzmy, trzy sytuacje, które dotyczyły w jakiś sposób mnie czy mojej rodziny. I to właśnie podobało mi się chyba najbardziej: te opowiadania to takie lustro w którym odbija się rzeczywistość.
sobota, 4 grudnia 2010
"Let It Snow" Michael Bublé
Mamy cudowną, białą zimę; przed nami Święta Bożego Narodzenia. Dla mnie jest to jeden z najpięknieszych i ulubionych okresów w roku. W tym okresie zaczynam słuchać "zimowych" piosenek. W obecnej chwili mam trzy ulubione albumy. Pierwszym z nich jest krótki album jednego z moich muzycznych ulubieńców, Michaela Bublé Let It Snow.Zawiera tylko cześć piosenek, ale za to cudownie zaśpiewanych, wspaniałym łagodnym, aksamitnym i ciepłym głosem. Bublé zdobył moje serce już jakiś czas temu, podbił je właśnie swoją fenomenalną barwą głosu.
Na płycie mamy same stare przeboje, m.in. Let It Snow, I'll Be Home For Christmas czy White Christmas w dość klasycznych aranżacjach. Co je wyróżnia od innych wykonań, to właśnie głos i energia Michaela. Dla mnie są to przepiękne nutki łagodzące zbolałe uszy. Polecam!
wtorek, 30 listopada 2010
Podsumowanie wyzwania 'Kraje nordyckie'
Zakończyło się właśnie wyzwanie "Kraje nordyckie", zorganizowane przez Himilikę. Tym razem nie robiłam żadnej listy lektur. Po prostu nie wiedziałam co znajdę na półkach mojej osiedlowej biblioteki, a poza tym słabo się orientuję w literaturze skandynawskiej - był to z resztą główny powód przystąpienia do wyzwania.
Powinnam była przeczytać po jednej książce z Danii, Szwecji, Norwegii, Islandii i Finlandii. Co udało mi się przeczytać?:
- Norwegia:
Dziękuję pięknie za zorganizowanie tego ciekawego wyzwania!
Powinnam była przeczytać po jednej książce z Danii, Szwecji, Norwegii, Islandii i Finlandii. Co udało mi się przeczytać?:
- Norwegia:
- Człowiek-nietoperz Jo Nesbo - kryminał, debiut tego autora, moim zdaniem niezbyt udany.
- Mężczyzna na balkonie Maj Sjöwall i Per Wahlöö - kolejny kryminał z bardzo popularnej i, moim zdaniem, bardzo dobrej serii o śledczym Becku i jego kolegach. Na pewno będę szukała kolejnych części.
- Zło Jan Guillou - świetna, wciągająca i przejmująca powieść o istocie zła.
- Doktor Glas Hjalmar Söderberg - rewelacyjna i bardzo odważna krótka powieść, napisana w postaci pamiętnika młodego doktora. Bardzo spodobał mi się styl Söderberga, będę wracać do książek tego autora.
- Karen Blixen Uczta Babette - rozczarowujący zbiór opowiadań, w miarę obroniło się tylko opowiadanie tytułowe.
- Domowy przewodnik kilera Hallgrimura Helgasona - bardzo przyjemna lektura, z dużą dawką humoru, kompletnie wciągająca.
Dziękuję pięknie za zorganizowanie tego ciekawego wyzwania!
poniedziałek, 29 listopada 2010
Nowe, świąteczne, wyzwanie
1. Do wyzwania zapraszam każdego, kto lubi te magiczne święta.
2. Celem wyzwania jest przeczytanie minimum jednej książki i obejrzenie minimum jednego filmu o tematyce związanej z Bożym Narodzeniem (ale bardzo szeroko rozumianej) i zamieszczenie ich recenzji. Dowolność gatunkowa całkowita :)
3. Wyzwanie trwa od 28 listopada do 15 stycznia.
4. Na blogu można zamieścić całą recenzję lub link do niej na własnym blogu.
5. Więcej informacji: http://znalezionepodchoinka.blogspot.com/
2. Celem wyzwania jest przeczytanie minimum jednej książki i obejrzenie minimum jednego filmu o tematyce związanej z Bożym Narodzeniem (ale bardzo szeroko rozumianej) i zamieszczenie ich recenzji. Dowolność gatunkowa całkowita :)
3. Wyzwanie trwa od 28 listopada do 15 stycznia.
4. Na blogu można zamieścić całą recenzję lub link do niej na własnym blogu.
5. Więcej informacji: http://znalezionepodchoinka.blogspot.com/
środa, 17 listopada 2010
"Poradnik domowy kilera" Hallgrimur Helgason (Kraje nordyckie)
Już praktycznie straciłam jakąkolwiek nadzieję, że uda mi się znaleźć w bibliotece jakąś książkę do wyzwania Kraje nordyckie, która nie byłaby książką autora pochodzącego ze Szwecji czy Danii. Ale miałam szczęście. Pani bibliotekarka podsunęła mi z działu nowości powieść islandzkiego pisarza Hallgrimura Helgasona, autora m.in. 101 Reykjavik.Tomislav, znany jako Toxic, jest zawodowym zabójcą, członkiem chorwackiej mafii. Z powodu pewnej wpadki musi opuścić czasowo Nowy Jork. Ostatecznie ląduje w Islandii, w roli amerykańskiego kaznodziei. Musi się ukrywać przed policją, FBI i niedawnymi kolegami po fachu, wygłaszając dodatkowo kazania w lokalnej tv.
Poradnik domowy kilera został wydany przez wydawnictwo słowo/obraz terytoria w serii 'książka do czytania - czarny humor'. I faktycznie jest to książka do czytania, przesiąknięta czarnym humorem. Może spodziewałam się tego humoru nieco więcej, ale i tak nieraz podczas lektury zdarzało mi się uśmiechnąć czy nawet zaśmiać. Czyta się ją wprost idealnie: wciąga czytelnika i ciekawi. Pomaga w tym pierwszoosobowa narracja. Toxic opowiada nam o sobie, o czasie spędzonym w Chorwacji, o wojnie, o swoich dziewczynach oraz oczywiście o tajnikach zawodu jaki wykonuje. Uczestniczymy razem z nim w bieżących wydarzeniach, poznając jego myśli i spostrzeżenia im towarzyszące. A wydarzeń tych jest całkiem sporo, w końcu Toxic jest właściwie w ciągłym ruchu, ponieważ cały czas ktoś depcze mu po piętach.
Co mi się jeszcze w tej powieści podobało, to różnego rodzaju spostrzeżenia autora na temat społeczeństwa islandzkiego. Helgason zawarł w Poradniku... poza akcją i humorem również krytykę Islandczyków: na pierwszy plan wybija się ich niemal całkowite odgrodzenie się za dobrobytem i nie zauważanie drugiego człowieka. Jest także w książce mały polski akcent, w postaci grupy robotników, z którymi czasowo musi zamieszkać Toxic.
Jak dla mnie dobra książka do przeczytania, z humorem. Ja polecam.
środa, 3 listopada 2010
"Doktor Glas" Hjalmar Söderberg (Kraje nordyckie)
Nie planowałam czytać kolejnej książki ze Szwecji w ramach wyzwania Kraje Nordyckie. Chciałam się skupić na Finlandii lub Islandii, jednak gdy podeszłam do bibliotecznej półki okazało się, że literatury z tych państw nie uświadczę, za to Doktor Glas szwedzkiego pisarza Hjalmara Söderberga zaintrygował mnie swoją okładką oraz krótkim opisem.Początek XX wieku, Sztokholm. Nową pacjentką młodego, nieco znudzonego lekarza zostaje piękna, ale nieszczęśliwa w swoim małżeństwie, żona lokalnego pastora. Doktor Glas zakochuje się w niej bez wzajemności i postanawia jej pomóc, w dość niezwykły sposób.
Opis brzmi prawie tak, jak mógłby brzmieć opis jakiegoś romansu. Tymczasem ta krótka powieść, napisana w postaci pamiętnika głównego bohatera, nie ma nic wspólnego z romansem. Owszem traktuje ona i o miłości, ale nie jest ona w niej najważniejsza. Jest ona punktem wyjścia dla działań i przemyśleń młodego lekarza, to ona, miłość bez wzajemności, skłoni Glasa do udzielenia pomocy nieświadomej tego faktu kobiecie. Söderberg napisał swoją powieść w 1905 roku. Gdy się ona ukazała wzbudziła wiele kontrowersji. I wcale mnie to nie dziwi, bowiem pamiętnik doktora Glasa obok zwykłych uwag o pogodzie, czy znajomych zawiera najintymniejsze spostrzeżenia młodego, dobrze sytuowanego człowieka, dżentelmena, na różne, czasem drażliwe, także i dzisiaj, tematy. Porusza on kwestie aborcji, eutanazji, zbrodni, zastanawia się nad miłością, zdradą czy moralnością. To naprawdę musiało szokować.
Doktora Glasa czyta się świetnie. Zasługa to zarówno poruszanych tematów, jak i stylu autora, który jest bardzo dobry i wyrazisty. Na dodatek akcja trzyma w napięciu właściwie do ostatniej kartki. Ja już rozglądam się za innymi książkami Söderberga.
środa, 20 października 2010
"Duchy i ludzie" Edith Wharton (Popularna klasyka)
Twórczość Edith Wharton, amerykańskiej pisarki, poznałam zupełnie przypadkiem. Otóż jestem wielką fanką serialu The X-Files, a co za tym idzie w jakiś sposób również aktorów odtwarzających główne role w tej produkcji, Davida Duchovny'ego i Gillian Anderson. Pewnego razu trafiłam na film kostiumowy, w którym główną rolę grała właśnie Anderson, i to grała rewelacyjnie, i który to film zrobił na mnie duże wrażenie. Filmem tym był The House of Mirth, i jak się okazało był ekranizacją powieści Edith Wharton właśnie. Sięgnęłam więc po jej książkę i przekonałam się, że również i ona jest warta wielu pochwał. Postanowiłam zapoznać się z dorobkiem Wharton. Okazało się jednak, że niewiele jej książek jest dostępnych na naszym rynku. Ale jedną z nich jest zbiór opowiadań niesamowitych Duchy i ludzie.Na samym początku mogę się przyznać, że lubię opowiadania. Nie przeszkadza mi, że są one zazwyczaj dość krótkie. Lubię czasem po prostu zanurzyć się na chwilę w jakimś świecie czy klimacie, po to by za moment przenieść się do następnego. Duchy i ludzie są zbiorem jedenastu opowiadań, które nie są opowiadaniami grozy, bo są jednak za łagodne na to miano, ale traktują o niesamowitych zjawiskach: o nawiedzonym domu czy ukazujących się duchach. Tak na dobrą sprawę mogę powiedzieć, że podczas lektury ani razu się nie bałam, jednak całość robi pozytywne wrażenie i ma swoisty klimat napięcia i oczekiwania. Opowiadania te czyta się lekko, ale są one ciekawe i naprawdę wciągajace. Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie Zaduszki o kobiecie w pustym i cichym domu, szczególnie że czytając je byłam sama w domu.
Ogólnie cieszę się, że mogłam przeczytać te zbiór opowiadań z lekką nutą niesamowitości. Przednia lektura. Ja polecam.
Etykiety:
czytam,
klasyka,
literatura amerykańska,
opowiadania,
wyzwanie
poniedziałek, 20 września 2010
"The Hurt Locker. W pułapce wojny" 2010 (Wyzwanie Oscary)
W tym roku Akademia przyznała Oscara za najlepszy film obrazowi w reżyserii Kathryn Bigelow. Nie był to z resztą jedyny Oscar jaki The Hurt Locker otrzymał. Zdobył on jeszcze pięć statuetek w tym również za reżyserię właśnie.Wojna w Iraku. Dowództwo nad oddziałem saperów obejmuje sierżant James. W porównaniu ze swoim poprzednikiem jest on raczej nieobliczalny i często zaskakuje podwładnych swoimi poczynaniami. Wydaje się, że James zbytnio nie przejmuje się ryzykiem towarzyszącym jego pracy i dość lekko podchodzi on do swoich obowiązków.
Już na samym początku mogę powiedzieć, że The Hurt Locker oglądało mi się bardzo dobrze. Na pewno jest to ciekawy film, ale że na tyle wyjątkowy, żeby zdobyć Oscara za najlepszy film, to tego bym nie powiedziała. Co mi się podobało, to sposób w jaki ten obraz trzyma cały czas napięcie. Nie ma tutaj widowiskowych potyczek, strzelania czy akcji, a mimo to nie nudziłam się ani przez moment, ponieważ świetnie pokazane są kolejne sceny rozbrajania bomb czy pocisków. Co również mi się podobało, to to, że w filmie tym właściwie nie ma jednej linii fabularnej - cała historia to jakby zlepek, ale dobrze zrealizowany, epizodów z "normalnych" dni żołnierzy z jednostki saperów i ich akcji w terenie. Sposób filmowania, nieco w stylu dokumentu, często z bliskimi kadrami, pozwala widzowi na poczucie współuczestniczenia w tych akcjach i jednocześnie poznania głównych bohaterów, szczególnie sierżanta Jamesa. I to właśnie ukazanie głównego bohatera, jako człowieka uzależnionego od adrenaliny i tym samym od wojny jest tym, co wyróżnia ten film od innych obrazów wojennych. James potrafi zaryzykować nie tylko swoje życie, ale również życie swoich kolegów, po to tylko by poczuć choć trochę napięcia.
Ogólnie mówiąc The Hurt Locker jest filmem ciekawym, dobrze zrealizowanym, nieco innym od większości filmów wojennych. Ale według mnie na Oscara w kategorii najlepszy film roku nie zasługiwał.
środa, 15 września 2010
"Uczta Babette" Karen Blixen (Kraje nordyckie)
Mimo, że biorę udział w wyzwaniu Kraje nordyckie, nie planowałam czytać niczego Karen Blixen. Nie wiem, co ludzie widzą w jej Pożegnaniu z Afryką, próbowałam kiedyś obejrzeć film i mi kompletnie nie wyszło; może książka jest inna, ale to nadal nie moja tematyka. Stałam jednak niedawno w niesamowicie długiej kolejce, a że nie zabrałam ze sobą niczego do czytania, nudziło mi się ogromnie. Na szczęście w pobliżu wypatrzyłam stanowisko z tanimi książkami, a na nim Ucztę Babette właśnie. Ponieważ już jakiś czas temu miałam przyjemność obejrzeć film o tym samym tytule, zakupiłam ten zbiór opowiadań, by uprzyjemnić sobie czekanie. Teraz tak sobie myślę, że mogłam jednak wybrać coś innego...Uczta Babette to zbiór pięciu opowiadań, jak zapewnia wydawca na okładce książki, opowiadań niemalże mistycznych. I tu powinnam była się zastanowić, czy na pewno chcę tę książkę przeczytać, bo na co dzień z mistycyzmem mi nie jest po drodze. I to zapewne najbardziej wpłynęło na odbiór przeze mnie tych opowiadań. Wszystkie one napisane są pięknym językiem, nieco poetyckim i malowniczym. Wszystkie te opowiadania zaczynają się całkiem interesująco, niestety tylko po to by po drodze przerodzić się, jak dla mnie, w nudę. Najlepiej z nich wszystkich broni się opowiadanie tytułowe, ale całość zdecydowanie nie jest dla mnie. Ale może komuś będzie się podobać.
czwartek, 9 września 2010
"Przygody Alicji w Krainie Czarów. Po Tamtej Stronie Lustra i co Alicja tam znalazła" Lewis Carroll
Nie wiem, czy rodzice próbowali czytać mi Alicję w dzieciństwie. Potem, kiedy już sama wybierałam sobie swoje lektury, Przygody Alicji w Krainie Czarów mnie nie zainteresowały: wydawały mi się zbyt dziwaczne i pozbawione sensu. Teraz, kiedy już trochę wiosen minęło, stwierdziłam, że warto się jednak zapoznać z jedną z najbardziej ogólnie znanych książek, tak często również wykorzytywaną w naszej kulturze. Będąc na Warszawskich Targach zakupiłam więc sobie nowe wydanie bajki Carrolla i właśnie skończyłam ją czytać. Ale zdania z okresu dzieciństwa nie zmienię: Przygody Alicji są dla mnie za dziwaczne i zakręcone.Na Targach kupiłam nowe wydanie Przygód Alicji Czytelnika w tłumaczeniu Jolanty Kozak. Przyznaję, że sposób w jaki książka ta jest wydana wpłyną na moją decyzję o jej zakupie: twarda oprawa, dobry format, na okładce wykorzystano motyw kwiatowy Williama Morrisa, a ilustracje, które zdobią i wzbogacają tekst są autorstwa Johna Tenniela. Pięknie wydana pozycja. Nie zmienia to jednak faktu, że lektura tej książki momentami przychodziła mi z trudnością. Autentycznie miałam momenty załamania, o mały włos, a książka poszłaby w odstawkę. Dotyczy to przede wszystkim części pierwszej, Przygód Alicji w Krainie Czarów. Naprawdę nie umiem tego inaczej wytłumaczyć: dla mnie to wszystko jest zbyt pokręcone i niespójne. Zbyt dziwaczne właśnie. Nie wiem, może ja za bardzo skupiłam się na wierzchniej wartswie, a gdzieś tam, głęboko pod spodem, ukryta jest druga warstwa, która powinna mnie zachwycić, a do której ja nie dotarłam...
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Popularna klasyka - wyzwanie

Ruszyło nowe wyzwanie czytelnicze, oto jego zasady:
1. Do wyzwania zapraszam każdego, kto ma ochotę na poznanie literatury klasycznej popularnej lub powrót do niej.
2. Celem wyzwania jest przeczytanie klasyków, mile widziane czytanie w oryginale.
3. Wyzwanie nie ma ograniczeń czasowych.
4. Pierwszy wpis niech będzie opisem swojej znajomości lektur i autorów z listy oraz najbliższych planów. W ramach czytania lektur dopuszczalne jest rozszerzanie listy o inne tytuły podanych autorów.
5. Na blogu można zamieścić całą recenzję lub link do niej na własnym blogu.
A te powieści chciałbym przeczytać:
Alcott Louisa May - Małe kobietki
Carroll Lewis - Alicja w kranie czarów; Alicja po drugiej stronie lustra
Cleland John - Pamiętniki Fanny Hill
Collins Wilkie - Kamień księżycowy
Dickens Charles - Klub Pickwicka; Mała Dorrit
Eliot George - Młyn nad Flossą
Flaubert Gustave - Pani Bovary
Grimm Brothers - Baśnie braci Grimm
Hardy Thomas - Juda Nieznany; Tessa d'Urberville: Historia kobiety czystej
James Henry - Ambasadorowie; Daisy Miller; Portret Damy
Joyce James - Dublińczycy
Poe Edgar Allan - Opowieści niesamowite
Scott Sir Walter - Rob Roy
Shelley Mary - Frankenstein
Stevenson Robert Louis - Dr Jekyll i Pan Hyde
Tolstoy Leo - Anna Karenina
Wharton Edith - Wiek niewinności; Ethan Frome
(pogrubione tytuły udało mi się już przeczytać)
sobota, 14 sierpnia 2010
Wyzwanie oscarowe
Niedawno ruszyło nowe wyzwanie, tym razem filmowe: "Oscary - Najlepszy film".
Więcej szczegółów: http://wyzwanieoscarowe.blogspot.com/search/label/zasady
W sumie filmów oglądam sporo, a raczej oglądałam, ponieważ ostatnio zdecydowanie preferuję seriale. Tak czy inaczej, przy wyborze filmu na który mam się wybrać decydującą rolę mają nazwiska, szczególnie aktorów w nim występujących i tematyka poruszana w filmie, a nie nagrody, jakie dany tytuł zdobył. Także ja zbyt wielu oscarowych filmów nie widziałam. Te które miałam okazję i czasami przyjemność zobaczyć to:
* Slumdog. Milioner z ulicy (2009)
* Infiltracja (2007)
* Miasto gniewu (2006)
* Władca Pierścieni: Powrót Króla (2004)
* Chicago (2003)* Gladiator (2001)
* American Beauty (2000)
* Zakochany Szekspir (1999)
* Titanic (1998)
* Angielski pacjent (1997)
* Braveheart - Waleczne Serce (1996)
* Lista Schindlera (1994)
* Milczenie owiec (1992)
* Pluton (1987)
* Łowca jeleni (1979)
* Rocky (1977)
* My Fair Lady (1965)
* Casablanca (1944)
Te, które bym chciała jeszcze zobaczyć to:
* The Hurt Locker. W pułapce wojny (2010)
* To nie jest kraj dla starych ludzi (2008)
* Za wszelką cenę (2005)
* Piękny umysł (2002)
* Forrest Gump (1995)
* Bez przebaczenia (1993)
* Amadeusz (1985)
* Lot nad kukułczym gniazdem (1976)
* Ojciec chrzestny II (1975)
* Ojciec chrzestny (1973)
* Oto jest głowa zdrajcy (1967)
* West Side Story (1962)
* Najlepsze lata naszego życia (1946)
* Rebeka (1941)
[kursywą zaznaczyłam tytuły, które udało mi się obejrzeć]
Co uda mi się zobaczyć, to już inna historia.
Więcej szczegółów: http://wyzwanieoscarowe.blogspot.com/search/label/zasady
W sumie filmów oglądam sporo, a raczej oglądałam, ponieważ ostatnio zdecydowanie preferuję seriale. Tak czy inaczej, przy wyborze filmu na który mam się wybrać decydującą rolę mają nazwiska, szczególnie aktorów w nim występujących i tematyka poruszana w filmie, a nie nagrody, jakie dany tytuł zdobył. Także ja zbyt wielu oscarowych filmów nie widziałam. Te które miałam okazję i czasami przyjemność zobaczyć to:
* Slumdog. Milioner z ulicy (2009)
* Infiltracja (2007)
* Miasto gniewu (2006)
* Władca Pierścieni: Powrót Króla (2004)
* Chicago (2003)* Gladiator (2001)
* American Beauty (2000)
* Zakochany Szekspir (1999)
* Titanic (1998)
* Angielski pacjent (1997)
* Braveheart - Waleczne Serce (1996)
* Lista Schindlera (1994)
* Milczenie owiec (1992)
* Pluton (1987)
* Łowca jeleni (1979)
* Rocky (1977)
* My Fair Lady (1965)
* Casablanca (1944)
Te, które bym chciała jeszcze zobaczyć to:
* The Hurt Locker. W pułapce wojny (2010)
* To nie jest kraj dla starych ludzi (2008)
* Za wszelką cenę (2005)
* Piękny umysł (2002)
* Forrest Gump (1995)
* Bez przebaczenia (1993)
* Amadeusz (1985)
* Lot nad kukułczym gniazdem (1976)
* Ojciec chrzestny II (1975)
* Ojciec chrzestny (1973)
* Oto jest głowa zdrajcy (1967)
* West Side Story (1962)
* Najlepsze lata naszego życia (1946)
* Rebeka (1941)
[kursywą zaznaczyłam tytuły, które udało mi się obejrzeć]
Co uda mi się zobaczyć, to już inna historia.
czwartek, 1 lipca 2010
"Zło" Jan Guillou (Kraje nordyckie)
Kilka lat temu obejrzałam na programie ale kino! bardzo dobry i ciekawy film o młodym chłopaku, który cały czas otoczony był przemocą. Był to szwedzki film Zło, który okazał się ekranizacją powieści Jana Guillou. Od tamtej pory książkę tę miałam na liście 'koniecznie przeczytać'. Teraz, kiedy biorę udział w wyzwaniu nordyckim, nadarzyła się świetna okazja, żeby poznać tę powieść.Szwecja, lata 60. XX wieku. Eric zaznaje w domu rodzinnym ciągłej przemocy ze strony swojego ojca. Sam, mimo że jest chłopcem inteligentnym, jest przywódcą szkolnego gangu. Gdy fakt ten wychodzi na jaw, matka kieruje chłopca do szkoły z internatem. Eric nie może się doczekać nowego otoczenia, ale po przyjeździe okazuję się, że także tutaj przemoc jest obecna i co gorsze, tolerowana przez nauczycieli.
Zło w tej książce jest po prostu wszechobecne. Eric dorasta będąc ustawicznie i za wszystko, nawet za złe podanie soli komuś przy obiedzie, bitym przez swojego ojca. Chłopak nie ma wsparcia w nikim, bo matka po prostu nie reaguje na okrutne zachowanie męża. Gdy Eric krzyczy z bólu, ona zasiada do pianina i gra Chopina. Sam Eric, jakby nie znając innego sposobu postępowania, przewodzi szkolnemu gangowi, który ciągle terroryzuje słabszych uczniów i dokonuje kradzieży. Gdy udaje się do nowej szkoły ma nadzieję, że ten rozdział ma już za sobą. Jednak na miejscu okazuje się, że tu także przemoc jest na porządku dziennym. Uczniowie starszych klas znęcają się nad młodszymi pod przykrywką "koleżeńskiego samowychowania". Słabsi dostają prztyczki, ciosy jednego szwu, są wyzywani i wykorzystywani do różnych prac dla starszych bądź są wyzywani 'na beton' - fragment boiska, gdzie odbywają się brutalne, nieuczciwe walki, często kończące się odwiezieniem do szpitala. I to wszystko za cichą aprobatą grona pedagogicznego, które udaje później, że nie dostrzega siniaków, podbitych oczu czy nowych szwów. Eric obiecał sobie, że w nowej szkole nie będzie się już bił. A jednak zaraz po przyjeździe musi stawić czoła starszym uczniom i wybrać co zrobić: dotrzymać danego sobie słowa kosztem zostania pośmiewiskiem całej szkoły, czy przeciwstawić się złu przyjmując wyzwanie 'na betonie' i samemu zastosować przemoc. Cała powieść jest zapisem nieustannej walki Erica o nieco spokoju i prób walki ze złymi zasadami panującymi w Stjarnsbergu. Jedyne wsparcie znajduje on w koledze z pokoju. Eric i Pierre prowadzą wiele ciekawych rozmów, które dotyczą zła, przemocy i sposobów jakimi można sobie z nimi radzić i czy są one skuteczne. Chłopcy zastanawiają się co to w ogóle jest zło i skąd się bierze w człowieku.
Bardzo ciekawe są momenty w których Guillou opisał Erica i to w jaki sposób próbuje on pokonać strach towarzyszący każdej bójce, czy sposoby w jakie radzi sobie on z bólem, wynikającym z każdego ciosu oraz momenty przed starciem, gdy Eric planuje swoje kolejne posunięcia i szacuje na co stać jego przeciwnika.
W powieści tej jest dużo zła, przemoc ją wypełnia. Ale czy można ją pokonać? I w jaki sposób można walczyć z takim złem? Cóż, dla mnie zakończenie nie było optymistyczne, choć takiego właśnie się spodziewałam.
wtorek, 8 czerwca 2010
"Mężczyzna na balkonie" Maj Sjöwall, Per Wahlöö (Kraje nordyckie)
Moja druga książka z wyzwania Kraje nordyckie i zarazem kolejny kryminał, tym razem jednak ze Szwecji. Po prostu czytałam już wcześniej dwie pierwsze książki Sjowall i Wahloo z cyklu z Beckiem (Roseanna i Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu) i bardzo mi się one spodobały. Postanowiłam więc sięgnąć po kolejną. Mam nadzieję, że będę mogła przeczytać wszystkie kryminały z tym detektywem.Zmęczony i przepracowany Martin Beck ma nadzieję na trochę spokoju w sezonie letnim, może nawet jakiś urlop. Niestety zaraz na początku sezonu będzie musiał wraz ze swoimi kolegami z komisariatu zabrać się do pracy, bo ktoś brutalnie morduje małe dziewczynki.
Moja trzecia książka szwedzkiego małżeństwa i trzecia, którą bardzo dobrze mi się czytało. Ich książki pisane są prostym, ale czystym i przejrzystym stylem, bez zbędnych opisów, jednocześnie nie posiadają w sobie chłodu. Momentami ma się wrażenie, że czyta się sprawozdanie ze śledztwa, szczególnie widać to we fragmentach przesłuchań świadków czy podejrzanych. Co także mi się podoba, to że widać tą całą mozolną pracę całego zespołu, która ma na celu złapanie przestępcy. Mimo że to Beck jest najlepszym śledczym, nie dokonał by właściwie niczego, gdyby nie pomoc i zdolności jego kolegów. Mężczyzna na balkonie jest ciekawe poprowadzony: od początku wiemy kto zabija; ma również nieco inne zakończenie niż większość znanych mi kryminałów.
Naprawdę bardzo dobry kryminał.
czwartek, 13 maja 2010
"Człowiek-nietoperz" Jo Nesbo (Kraje nordyckie)
Moja pierwsza książka przeczytana w ramach wyzwania nordyckiego. Tak naprawdę zachęcona plakatami reklamowymi chciałam przeczytać Pierwszy śnieg tego autora, ale w mojej bibliotece znalazłam tylko debiut Nesbo. Czy dobrze? Nie wiem, bo póki co nie będę wracała do twórczości tego autora.Norweski policjant Harry Hole zostaje wysłany do Sydney, by pomóc tamtejszej policji w znalezieniu mordercy jego młodej rodaczki. Po przybyciu Hole zaprzyjaźnia się z detektywem Aborygenem, Andrew, i wspólnymi siłami próbują ująć psychopatę.
Sama nie do końca wiem, co sądzić na temat tego kryminału. Na okładce podana jest informacja, ze Jo Nesbo dostał za nią nagrodę dla najlepszej skandynawskiej powieści kryminalnej, więc może moje odczucia będą odosobnione. Bo owszem przeczytałam ją dość szybko, w dwa wieczory, styl autora jest płynny i... i to już chyba wszystkie plusy jakie mogę wymienić. Minusów jest moim zdaniem więcej. Po pierwsze nie polubiłam głównego bohatera, detektywa Hole'a, choć jak rozumiem Nesbo wraca do tej postaci w innych swoich książkach. W sumie problem leży chyba nie w tym, czy go polubiłam czy nie, ale w tym że on po prostu jest nijaki i nie wzbudza zainteresowania. Kolejny minus, jak dla mnie oczywiście, to sama intryga kryminalna; miałam wrażenie że momentami robi się nudno, po pewnym czasie zorientowałam się, że nie przewracam stron zastanawiając się co będzie dalej i kto to zrobił; że nie ma odpowiedniego napięcia. Tak naprawdę chciałam po prostu skończyć czytać tą książkę. I ostatni minus: zakończenie. Owszem nie tego się spodziewałam, ale z drugiej strony pomysł w ogóle mnie nie zaskoczył.
Biorąc to wszystko pod uwagę ja osobiście już nie sięgnę po książki Jo Nesbo. Wolę skupić się chyba na kryminałach szwedzkich.
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
Amerykańskie Południe: podsumowanie
Niestety tym razem nie udało mi się przeczytać minimum, czyli trzech książek, choć temat wyzwania bardzo mi się spodobał.
Co udało mi się przeczytać? Przede wszystkim Zabić drozda Harper Lee, wspaniałą książkę, która zdecydowanie należy teraz do moich ulubionych tytułów. Z dużą przyjemnością przeczytałam jeszcze ciekawą, choć krótką powieść Przebudzenie Kate Chopin. Trafiłam na różne, ale bardzo ciekawe i dobre książki. I z tego najbardziej się cieszę.
A na Południe na pewo jeszcze wrócę.
Co udało mi się przeczytać? Przede wszystkim Zabić drozda Harper Lee, wspaniałą książkę, która zdecydowanie należy teraz do moich ulubionych tytułów. Z dużą przyjemnością przeczytałam jeszcze ciekawą, choć krótką powieść Przebudzenie Kate Chopin. Trafiłam na różne, ale bardzo ciekawe i dobre książki. I z tego najbardziej się cieszę.
A na Południe na pewo jeszcze wrócę.
piątek, 19 marca 2010
"Przebudzenie" Kate Chopin (Amerykańskie Południe)
Dlaczego sięgnęłam po Przebudzenie Kate Chopin? Chyba dlatego, że jest to książka, która w momencie ukazania się w 1899 roku została uznana za demoralizującą. Nie ukrywam, rozbudziło to moją ciekawość.Lata pięćdziesiąte XIX wieku, Nowy Orlean. Młoda Edna Pontellier wraz z mężem i dziećmi bawi w ośrodku wypoczynkowym. Jej czas upływa na rozmowach i kompielach w towarzystwie kilku innych Kreolskich rodzin. Poznaje tu m.in. panią Ratignolle i młodego Roberta Leburna. Edna powoli i nieświadomie zaczyna coraz mocniej interesować się Leburnem.
Zdecydowanie tytuł odpowiada treści zawartej w tej dość krótkiej powieści. Jesteśmy bowiem świadkami przebudzenia Edny, przebudzenia z miłego, sielankowego, ale nudnego snu w którym do tej pory żyła. Sama bohaterka uświadamia to sobie dopiero po powrocie z wakacji, gdy zaczyna odczuwać brak towarzystwa tak dla niej atrakcyjnego, jakim było towarzystwo Roberta. Powoli, małymi krokami zaczyna żyć tak jak żyć by chciała, tak by być sobą. Na początek jest to zaprzestanie przyjmowania gości w wyznaczonym dniu, potem Edna podejmuje coraz więcej samodzielnych decyzji, które zmieniają jej życie. Ta młoda kobieta, matka i żona, z dnia na dzień się usamodzielnia, właściwie to uwalnia, rozumie, że kocha, poddaje się sile namiętności. Ale czy ktoś, kto zrywa z dawno ustalonym porządkiem, łamie zasady może być szczęśliwy? Czy Ednie starczy sił, by żyć po swojemu? Tego nie będę Wam zdradzać.
Faktycznie po przeczytaniu Przebudzenia stwierdzam, że w czasach, w których się ukazała, mogła nieco szokować swoją treścią. Na pewno nie była to odpowiednia lektura dla młodych panienek. Książkę czyta się bardzo płynnie, jest interesująca i ciekawa. Ja polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
