Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Pratchett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Pratchett. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 maja 2011

"Ostatni bohater" Terry Pratchett

Ech... Proszę Państwa: książka - marzenie. Co tu dużo mówić?

Niepokonana i Jedyna w Swoim Rodzaju Srebrna Orda pod przewodnictwem Cohena Barbarzyńcy rusza w ostatnią wyprawę, by zwrócić bogom to, co człowiek ukradł dawno temu. Oczywiście nie zdając sobie sprawy, że czyniąc to stawiają pod znakiem zapytania dalsze istnienie Świata Dysku. No, ale w końcu najważniejsze jest, żeby mieć przy sobie barda, który stworzy o ich bohaterskiej przygodzie wspaniałą sagę.

Pokochałam twórczość Terry'ego Pratchetta dwa lata temu. Moim ulubionym bohaterem Świata Dysku od razu został mag jednego zaklęcia, specjalista od ucieczki i ratowania świata, Rincewind. W Ostatnim bohaterze mam wszystko to, co tak lubię i cenię u Pratchetta, a nawet jeszcze więcej. Otóż obok rewelacyjnej historii, ulubionych bohaterów, błyskotliwego humoru dostajemy niesamowitą rzecz, coś wyjątkowego, czyli ilustracje Paula Kidby'ego. To niesamowite móc zobaczyć tych wszystkich bohaterów, o jakich pisze Pratchett. Mnie osobiście ilustracje Kidby'ego spodobały się ogromnie. Dzięki nim, ta część Świata Dysku, jest kompletnie wyjątkowa. Teraz pozostaje mi tylko zdobyć tę książkę...

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

"Eryk" Terry Pratchett

Kompletnie nie mam ostatnio humoru. Ciągle marudzę, ciągle jestem niezadowolona. Sięgnęłam więc po mojego ukochanego Pratchetta z nadzieją, że choć na chwilkę poprawi mi się nastrój. Niestety tym razem mój ulubiony pisarz fantasy mnie zawiódł... Albo mam tak kiepski okres, że nawet on nie dał sobie rady.

Eryk chce żeby ktoś zrealizował jego trzy życzenia. Kto się nada najlepiej do tego zadania? Oczywiście jakiś demon. Chłopak niestety (lub 'stety') ma to szczęście, że zamiast sługi piekieł, przyzywa nie kogo innego, tylko najgorszego maga w całym Świecie Dysku, Rincewinda oraz jego Bagaż. Co zadziwiające, tym razem mag jednego zaklęcia realizuje marzenia chłopca o życiu wiecznym, najpiękniejszej kobiecie i panowaniu nad światem. Prawie.

Ze wszystkich przeczytanych przeze mnie powieści Pratchetta, których bohaterem jest Rincewind, ta zdecydowanie podobała mi się najmniej. Przyzwyczaiłam się, że jeśli występuje w książce ten mag, to jest dużo humoru i akcji, a sam Rincewind co chwila sypie jakimiś ciekawymi tekstami. Tym razem tak nie jest. Proszę nie zrozumieć mnie źle: ta książka jest dobra, jest ciekawa, szczególnie interesujące jest to w jaki sposób spełniają się życzenia Eryka. Ale dla mnie zabrakło tym razem jakiejś lekkości i iskry. Nie wiem, może to tylko mój nastrój tak wpłynął na ocenę Eryka. A może nie.

wtorek, 29 czerwca 2010

"Maskarada" Terry Pratchett

Byłam w bibliotece zupełnie po inną książkę, wyszłam z kolejnym Pratchettem. Jako miłośniczka Upiora w Operze zawsze byłam wyjątkowo ciekawa tej części cyklu Świata Dysku, a do tej pory nie mogłam jej jakoś upolować.

Opera w Ankh-Morpork: okropny architektonicznie budynek, gdzie próbuje odnaleźć nieco swej niezależności niesamowicie uzdolniona Agnes, przepraszam: Perdita X. Nitt i gdzie grasuje Upiór, z morderczymi zamiarami; Opera ta kompletnie nie przynosi żadnych zysków, ale cóż zrobić: przedstawienie musi trwać!

Ta część Świata Dysku należy do cyklu związanego z czarownicami z Lancre. Poznałam je już wcześniej w Równoumagicznieniu i w Kapeluszu pełnym nieba. Oczywiście na pierwszy plan wybija się majestatyczna Babcia Weatherwax, najpotężniejsza ze wszystkich czarownic. W Maskaradzie towarzyszy jej cudowna, niesamowicie zaradna i wzbudzająca sympatię Niania Ogg. To one właśnie, kierowane nieco egoistycznymi powodami, podążają za Agnes do Ankh-Morpork i tam rozprawiają się w końcu z Upiorem Opery.
Tak prawdę mówiąc, to Maskarada przypomina nieco kryminał: cała ta próba rozwiązania zagadki, kto jest Upiorem i dlaczego morduje, naprawdę trzyma w napięciu. Jest też oczywiście cudną satyrą opery i związanego z nią świata: nieważne co się dzieje, przedstawienie musi trwać, a jak twierdzi jeden z bohaterów, wszyscy z nią związani w końcu głupieją.
Ja czytając tę powieść Pratchetta bawiłam się doskonale. Teraz idę posłuchać muzyki Andrew Lloyda Webbera.

piątek, 25 czerwca 2010

"Ciekawe czasy" Terry Pratchett

Po raz kolejny miałam przed sobą pewną męczącą wyprawę i załatwianie niezbyt przyjemnych spraw. Cóż takie życie, czasami trzeba zmierzyć się z nieprzyjemnościami. Stwierdziłam więc, że choć trochę muszę sobie ją uprzyjemnić. Sięgnęłam więc po jedną z książek Pratchetta, ponieważ poprzednim razem spisał się on rewelacyjnie. Mój wybór padł na Ciekawe czasy z Rincewindem w roli głównej.

W Świecie Dysku istnieje Kontynent Przeciwwagi. Każdy o tym wie, choć niewielu śmiałków tam dotarło. Mimo to Ankh-Morpork stara się utrzymywać z Kontytentem dobre stosunki. Dlatego gdy przybywa stamtąd albatros-kurier z prośbą o przysłanie natychmiast Wielkiego Maggusa, Patrycjusz i Nadrektor postanawiają wyprawić Rincewinda, nie zważając na zdanie głównego zainteresowanego.

Ponad rok temu, gdy przeczytałam dwie pierwsze części cyklu, zapałałam sympatią wielką do maga-nieudacznika, jakim jest właśnie Rincewind. Polubiłam bardzo też Bagaż i Dwukwiata, pierwszego turystę Świata Dysku, pochodzącego właśnie z Kontynentu Przeciwwagi. Dlatego też zawsze z przyjemnością, nieco większą niż do innych powieści, wracam do książek, które opisują ich właśnie przygody. Pewnie też dlatego tak bardzo mi się Ciekawe czasy spodobały. Czytało mi się je rewelacyjnie: Rincewind jest źródłem świetnego humoru, absurdu, niesamowitych pomysłów i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Co chwilę się śmiałam i przewracałam strony tak szybko, jak się tylko da. Przyznaję, że pomogła w tym zadaniu Wielkiemu Maggusowi Srebrna Orda, złożona z prawie stuletnich barbarzyńców, którym przewodzi nie kto inny, jak Cohen Barbarzyńca. Ich ścieżki przecinają się na Kontynencie, gdzie mag został wysłany, by pomóc rewolucyjnej Armii Czerwonej, chcącej obalić totalitarny system rządów, Orda natomiast planuje, w sposób cywilizowany, ukraść Imperium Agatejskie. Pierwszorzędna rozrywka.

wtorek, 4 maja 2010

"Kosiarz" Terry Pratchett

Miałam sporą, jak na mnie, przerwę od książek Terry'ego Pratchetta. Potem był Światowy Dzień Książki i promocja w empiku, dzięki której zakupiłam trzy części opowiadań ze Świata Dysku. Na pierwszy ogień poszedł Kosiarz, głównie dlatego, że Śmierć jest jednym z moich ulubionych bohaterów.

Śmierć pewnego razu znajduje na swojej półce małą, złotą klepsydrę, o dziwo, z wygrawerowanym na niej swoim imieniem. W jej górnej części pozostało w sumie niewiele ziarenek piasku. Śmierć wyrusza więc, by "przeżyć" gdzieś te ostatnie chwile i ląduje u pewnej starej panny na farmie. Tymczasem świat pozbawiony śmierci, zaczyna wpadać w tarapaty...

Wychodzi na to, że Kosiarz zostanie jedną z moich ulubionych części Świata Dysku. Ja osobiście znalazłam tu wszystko co mi się podoba. Jest sporo humoru, są moi ulubieni bohaterowie, oczywiście mam na myśli Śmierć, naprawdę sporo się dzieje i dzieje się ciekawie. Dodatkowo poznałam nowych bohaterów i ich polubiłam. Chodzi mi tu głównie o maga Windle Poonsa, który wcześniej pojawił się w Ruchomych obrazkach, ale teraz poznajemy go od innej strony, martwej, ale za to ciekawszej. Właśnie on pospołu z członkami klubu Od Nowa, którzy są w sumie martwi, ale nie do końca, musi uratować świat. Na własną rękę próbuje zrobić to samo grupa magów, pod charyzmatycznym przywództwem nadrektora Mustruma Ridcully (kolejny świetny bohater). Wszystko to jest okraszone naprawdę niezłym humorem: kilka razy chichotałam ukryta za książką, przyciągając zdziwiony wzrok ludzi mnie otaczających. Bo jak tu się nie śmiać ze Śmierci, podającego się za parobka Billa, który w głowie ma właście tylko sianokosy i zawieranie nowych przyjaźni. Albo z zombi-maga, którego byli koledzy z Niewidzialnego Uniwersytetu próbują na siłę, i na różne spodoby, pochować.
Podobała mi się bardzo ta książka. Serdecznie ją wszystkim polecam.

wtorek, 9 lutego 2010

"Ruchome obrazki" terry Pratchett

Dawno już nie czytałam niezawodnego Pratchetta, będą więc w bibliotece w poszukiwaniu tytułów do wyzwań czytelniczych sięgnęłam i po jedną z książek mojego ulubionego autora fantasy. Tym razem padło na Ruchome obrazki.

Tak, tak, Świat Dysku odkrył kino, no, ruchome obrazki. I w sumie nie tyle Świat, co alchemicy, kilku z nich. Nowy wynalazek, który nie ma nic wspólnego z magią, a przynajmniej nie taką zwykłą, normalną, przyciąga do siebie i mami różnych uczciwych ludzi, trolle i krasnoludy, w tym i młodego studenta Niewidocznego Uniwersytetu, Victora Tugelbenda. Holy Wood jednak skrywa jakąś tajemnicę, dość niebezpieczną...

Ech, dobrze jest sobie poczytać Pratchetta. Jego książki zdecydowanie poprawiają humor, odciągają czytelnika od kłopotów: tak jest przynajmniej w moim wypadku. Ruchome obrazki wprowadzają, na chwilę, ale jednak, nowych bohaterów, w tym cudownego, inteligentnego psa z charakterem Gaspode'a. Jest on o tyle wyjątkowy, że potrafi mówić. I w sumie ratuje Świat Dysku przed kolejną katastrofą. Pomagają mu w tym Victor, niedoszły mag, obecnie gwiazda i jego ekranowa partnerka Gloria. Powieść nie ma w sumie wiele akcji, na początku mamy do czynienia z życiem na planach ruchomych obrazków, ale jest to wszystko bardzo fajnie, z pomysłem i humorem opisane. Akcja tak naprawdę zaczyna się pod koniec, ale to nie przeszkadza. Bardzo podobała mi się kulminacyjna bitwa z potworami z Poza Granic. Całość skrzy się dowcipem, świetnymi dialogami i niezwykłymi pomysłami. Ja bawiłam się rewelacyjnie.

czwartek, 17 grudnia 2009

"Czarodzicielstwo" Terry Pratchett

Poszłam do swojej biblioteki osiedlowej po zupełnie inną książkę, ale wróciłam do domu z kolejnym Pratchettem. Cóż robić... Taką właśnie siłę przyciągania mają powieści tego autora.

Na ogół magowie stronią od kobiet. Ale był jeden wyjątek. I tak Ipslore doczekał się siedmiu synów, a potem jeszcze jednego. Ósmego syna ósmego syna, maga nad magami. Czarodziciela. I zaczęły się kłopoty, którym może zapobiec tylko i jedynie najgorszy mag w Świecie Dysku, Rincewind.

Ze wszystkich postaci Świata Dysku jakie było mi do tej pory dane poznać polubiłam najbardziej właśnie maga jednego zaklęcia, Rincewinda oraz uparty Bagaż. I może dlatego Czarodzicielstwo podobało mi się przeogromnie. Rincewind jest taki sam jak zawsze, choć pod koniec opowieści czekało mnie dość spore zaskoczenie. Okazuje się, że najgorszy mag i tchórz potrafi wykrzesać z siebie nieco odwagi. Do tego podczas tej próby ratowania świata towarzyszą mu nowi bohaterowie: Conena, córka Cohena Barbarzyńcy, kobieta śmiertelnie niebezpieczna i tak samo piękna, nawet Rincewind nie zdołał oprzeć się jej urokowi, początkujący wojownik i miłośnik ciepłej bielizny Nijel Niszczyciel, no i oczywiście Bagaż, który jak się okazuje ma uczucia. Dodać do tego trzeba świat tworzony na nowo, nadciągającą apokalipsę, zagładę biblioteki Niewidocznego Uniwersytetu, latający dywan, wiecznie zajętego dżina i pijanych jeźdźców apokalipsy. Dużo humoru i akcji. Tą wybuchową mieszankę czyta się po prostu świetnie.

wtorek, 13 października 2009

"Piramidy" Terry Pratchett

Przeczytałam, z przyjemnością, kolejną książkę Terry'ego Pratchetta. Tym razem mój wybór padł na Piramidy. Po lekturze stwierdzam jednak, że na pewno nie będzie to moja ulubiona książka ze Świata Dysku...

Teppica, urodzonego w dość piaszczystym i pustynnym kraju, zawsze ciągnęło do miasta. I tak jakoś wyszło, że w końcu swoje miejsce na ziemi odnalazł w największym mieście Świata Dysku, w Ankh-Morpork. A dokładniej w Gildii Skrytobójców. Jednak chłopak, już po zdanym egzaminie, będzie musiał wrócić do domu, by objąć tron po zmarłym ojcu, a co za tym idzie, wybudować mu wspaniałą piramidę...

Najbardziej podobała mi się pierwsza część Piramid. Opisane w niej pobyt Teppica w Gildii Skrytobójców, jego relacje z kolegami, sam ostateczny egzamin były bardzo ciekawe i pomysłowe. Potem akcja przenosi czytelnika do Djelibeybi, starożytnego państwa, drugiego starożytnego Egiptu, które za najważniejsze uważa piramidy i czci naprawdę wielu bogów. I tu dla mnie zaczęły się małe schody, bo do akcji wplecione zostaje dużo matematyki, z którą ja zawsze miałam na pieńku. Nie pomaga nawet najwspanialszy matematyk Dysku, Ty Draniu. Owszem główny bohater, Teppic, jest bardzo sympatyczny i pomysłowy, ale wolałabym poczytać o nim jako o skrytobójcy. Mam też wrażenie, że tym razem mniej jakoś było humoru... Czytało mi się Piramidy całkiem dobrze, ale tak jak powiedziałam: wiem na pewno, że nie będzie to moja ulubiona książka Pratchetta.

środa, 16 września 2009

"Mort" Terry Pratchett

Wychodzi na to, że za długo bez lektury książek Terry'ego Pratchetta nie mogę się obejść. A że już na samym początku postanowiłam, że kolejne powieści ze Świata Dysku czytać będę w kolejności ich powstawania, teraz przyszedł czas na Morta.

Śmierć, ta jakże wspaniała i pełna indywidualnych cech postać, ma po protu lekko wszystkiego dość. Postanawia odpocząć od swego, nieco dołującego, zajęcia. W tym celu zaczyna rozglądać się za kimś, kto by go zastąpił. Jego wybór pada na młodego chłopaka Mortimera. Mort jest dość niegłupim chłopakiem szukającym zajęcia, najmuje się więc u Śmierci na terminatora. Na początku idzie mu dość dobrze, do czasu gdy na jego drodze staje pewna młoda księżniczka...

Już się przyznawałam, że Śmierć szybko podbił moje serce i został jednym z moich ulubionych bohaterów literackich. Tutaj mam go pod dostatkiem. I jestem z tego faktu niezwykle zadowolona. Śmierć, który próbuje poznać i zrozumieć ludzkie życie i zwyczaje jest po prostu rewelacyjny. Co zadziwiające odnajduje chyba nawet szczęście... Mort także jest całkiem interesującym i wyrazistym bohaterem. Szybko się odnajduje w nowym świecie i w nowych obowiązkach tylko po to, żeby w jednej chwili to wszystko zaprzepaścić. A dodać do tego trzeba jeszcze dwie młode dziewczyny i jednego sympatycznego maga i wspaniały bukiet bohaterów gotowy. Cudownie mi się czytało Morta, Pratchett pisze wspaniale i ma niesamowite pomysły. Na dodatek co jakiś czas wybuchałam szczerym śmiechem. Jak dla mnie rewelacja.

piątek, 24 lipca 2009

"Wolini ciutludzie" Terry Pratchett

Wróciłam do Pratchetta. Do Świata Dysku, ale w wersji dla nieco młodszych czytelników. Przeczytałam Wolnych ciutludzi, czyli pierwszą część opowiadającą o przygodach Fik Mik Figli i Akwilii Dokuczliwej, przyszłej czarownicy.

W okolicach domu Dokuczliwych zaczynają się dziać dziwne rzeczy: z rzeki wyskakują potwory, na ścieżce pojawia się jeździec bez głowy, a młodszy, fakt że dość upierdliwy, ale jednak braciszek Akwilii, zostaje porwany. Okazuje się, że za tym wszystkim stoi Królowa. Cóż innego pozostało przyszłej czarownicy, jak wyposażyć się w patelnię, książkę i ruszyć przeciw Królowej w towarzystwie małych, błękitnych stworzeń?

Wcześniej w ręce wpadła mi część druga Wolnych ciutludzi, Kapelusz pełen nieba. I stwierdzam, że pierwsza część podobała mi się bardziej. Więcej w niej jest samych Fik Mik Figli, humoru jest więcej, a przede wszystkim można się skupić na postaci Akwilii Dokuczliwej, ponieważ żadna inna postać nie odciąga od niej uwagi czytelnika. W Kapeluszu uwagę, przynajmniej moją, kradła Babcia Weatherwax. Teraz mogłam spokojnie poznać Akwilę i ją polubić, bo dziewczynka jest naprawdę wyjątkowa i pomysłowa.
Bardzo sympatyczna lektura.

czwartek, 16 kwietnia 2009

"Równoumagicznienie" Terry Pratchett

Po małej przerwie wróciłam do Terry'ego Pratchetta. Tym razem przeczytałam Równoumagicznienie.

W małej nieistotnej wiosce, Głupi Osioł, rodziło się dziecko; miał to być ósmy syn ósmego syna, w skrócie: przyszły mag. Temu właśnie dziecku chciał przekazać swoją moc i czarodziejską laskę stary mag, żegnający się już z życiem. Ale ponieważ nikt nie zadał sobie trudu by upenić się, czy na pewno niemowlak jest chłopcem, mag przekazał swoją moc dziewczynce, dokładniej Eskarinie Kowal. I tak Świat Dysku wzbogacił się o pierwszą kobietę-maga. Opiekę nad nią oferowała się przejąć Babcia Weatherwax, czarownica z okolic Głupiego Osła. Babcia chciała wychować Esk na czarownicę, w końcu to tym zajmują się magicznie uzdolnione kobiety. Jednak prawdyiwa moc maga i laska nie dały o sobie zapomnieć, Esk wyrusza więc na Niewidoczny Uniwersytet, by tam nauczyć się magii. Tylko czy ktoś ją będzie chciał tam wpuścić?

Czytało mi się tę książkę bardzo dobrze. Do czynienia z Babcią Weatherwax już miałam przy okazji Kapelusza pełnego nieba, postać oczywiście na swój sposób specyficzna, wnosząca humor, mająca swoje niezłe wejścia, ale mądra i dająca się lubić. Jednak póki co wolę postać Rincewinda i ŚMIERCI, przy nich bawiłam się nieco lepiej, było więcej akcji, przygód i śmiechu. Jeśli mam być szczera to małej Esk, pierwszej kobiety-maga, jakoś bardzo nie polubiłam, może dlatego że moją uwagę kradła Babcia. Ale i tak książka warta polecenia, bo czyta się ją świetnie.

Po raz pierwszy w życiu przyszło Babci do głowy, że może jest jed­nak coś ważnego w tych książkach, które ostatnio świat tak ceni. Książ­kom była przeciwna z powodów moralnych: słyszała, że wiele z nich napisali ludzie nieżyjący, rozsądek podpowiadał zatem, że czytanie ich byłoby równie grzeszne jak nekromancja.
Babcia Weatherwax

wtorek, 3 marca 2009

"Kapelusz pełen nieba" Terry Pratchett

Tak jak radziło mi kilka osób znających już nieźle Pratchetta, miałam sobie zrobić od niego przerwę (co za dużo, to niezdrowo). I naprawdę chciałam pójść za tą radą. Ale podczas zakupów w supermarkecie znalazłam w promocyjnej cenie Kapelusz pełen nieba. Oczywiście kupiłam i miałam do niego tylko zajrzeć, ale jak zajrzałam to już przeczytałam.

Bohaterką tej części opowieści ze Świata Dysku jest młoda Akwila Dokuczliwa, która jest wiedźmą, właściwie to początkującą wiedźmą. Akwila nie znosi latania na miotle, nie umie robić chaosu, ani rzucać czarów. Porafi za to wyjść ze swojego ciała. Ale akurat ta umiejętność na dłuższą metę może się okazać całkiem sporym zagrożeniem dla dziewczynki i dla osób w jej otoczeniu. Jak stać się prawdziwą czarownicą Akwila uczy się od sympatycznej i dość wyjątkowej panny Libelli oraz panny Weatherwax, która jest najpotężniejsza wiedźmą ze wszystkich. One także pomogą jej zwalczyć nadciagające niebezpieczeństwo. One i Fik Mik Figle, cali niebiescy, niewysocy, ale za to odważni, waleczni i chętni do wypitki Ciutludzie.

Kapelusz pełen nieba jest tak naprawdę książką skierowaną do młodszych czytelników, ale skoro składa się na cykl Świata Dysku, to nie mogłam mu się oprzeć. I bardzo dobrze, bo książka jest naprawdę niezła. Bardzo szybko się ją czyta, historia jest ciekawa, bohaterowie bardzo sympatyczni, szczególnie Fik Mik Figle, jest tu także humor. Ja polecam.

czwartek, 26 lutego 2009

"Kolor magii" & "Blask fantastyczny" Terry Pratchett

Połknęłam obie te książki w bardzo szybkim tempie. Dwa pierwsze tomy Świata Dysku Terry'ego Pratchetta są po prostu rewelacyjne.

Głównym bohaterem obu pozycji jest pochądzący z miasta Ankh-Morpork mag Rincewind. Tak na dobrą sprawę nie zasługuje on na to miano, nie skończył mianowicie Niewidzialnego Uniwersytetu i nie umie czarować, zna tylko jedno, ale za to potężne zaklęcie, które samo wskoczyło mu do głowy. W Kolorze magii pewnego dnia poznaje pierwszego turystę w Świecie Dysku, bardzo bogatego Dwukwiata, pochodzącego z odległego Kontynentu Przeciwwagi, i zostaje jego przewodnikiem. Dwukwiat spragniony przygód podróżuje ze swoim dość wyjątkowym Bagażem: jest on zrobiony z drewna myślącej gruszy i ma setki małych nóżek, na dodatek podąża wszędzie (dosłownie) za swoim panem. Obaj, a właściwie cała trójka, podróżując po Świecie, przeżywają wiele naprawdę niesamowitych przygód, z których jakimś cudem zawsze wychodzą bez szwanku. Poznają też wiele dość oryginalnych osobowości, np. Hruna Bohatera, ŚMIERĆ czy księżniczkę smoków. Swoją podróż kończą na krawędzi Świata, a właściwie poza nią. Na szczęście już na samym początku Blasku fantastycznego powracają do akcji, by ścigani przez maga-wariata, uratować, wraz z Cohenem Barbarzyńcą, Świat przed totalną zagładą.

Jak dla mnie zupełnie inna fantastyka niż, jakakolwiek z którą do tej pory miałam przyjemność się zapoznać. Książki Pratchetta są całe przesiąknięte świetnym, nieco absurdalnym humorem. Wszystkie pomysły na rozwinięcie akcji są po prostu niesamowite. Tak na dobrą sprawę te książki to parodia fantastyki jako takiej. Zdecydowanie jestem na tak! I na dodatek mam nowych ulubionych bohaterów: Bagaż, ŚMIERĆ i Rincewind. Na pewno sięgnę po kolejne części cyklu Świat Dysku. I na koniec: kto wcześnie się z łózka zbiera, ten wcześnie umiera.