Mało ostatnio mogłam poświęcić czasu na czytanie, sięgnęłam więc po audiobooka. I jak to u mnie najczęściej bywa, po pierwszego lepszego, który wszedł mi pod rękę w bibliotece. Wybór okazał się bardzo trafiony.
W spokojnej okolicy Sztokholmu dochodzi do niesamowicie brutalnego wielokrotnego morderstwa. Zajmujący się sprawą komisarz Joona Linna prosi o pomoc w przesłuchaniu świadka psychiatrę Erika Marię Barka, ze względu na jego osiągnięcia w dziedzinie hipnozy.
Jest coś niesamowitego w sposobie prowadzenia narracji w tej książce, wydaje się spokojna i bardzo konkretna, przepełniona detalami, a jednocześnie nie nudzi ani przez moment, akcja nie ma zawrotnego tempa, a jednak trzyma w napięciu. Zagadka kryminalna, czy raczej zagadki, są ciekawe, a bohaterowie nie są pozbawieni głębi.
Hipnotyzera czyta Andrzej Mastalerz. Do tej pory nie miałam okazji wysłuchać żadnego audiobooka z tym lektorem. Po pierwszym małym zgrzycie, gdy głos pana Mastalerza wydawał mi się zbyt skrzekliwy, zostałam kompletnie oczarowana dobrą intonacją, spokojem. Podobały mi się małe modulacje głosu w zależności od postaci, na szczęście nie przesadzone, jak miało to miejsce np. w przypadku Artura Barcisia i Gwiezdnego pyłu.
Hipnotyzer Larsa Keplera to kryminał z bardzo silnymi wątkami psychologicznymi. Jest to książka, która wciągnęła mnie od samego początku. Włożyłam słuchawki, nacisnęłam play i kompletnie zanurzyłam się w powieści. Polecam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
czwartek, 22 listopada 2012
"Ludzie przemocy" Sjöwall i Wahlöö
Dawno nic nie pisałam, bo jesień w tym roku jakoś siły mi chyba odebrała, co dziwne, ponieważ ogólnie ja jestem stworzenie zimnolubne, więc powinnam w tym okresie tryskać radością i energią. A tu odwrotnie. Sił by pisać nie miałam, może i jakoś motywacji zabrakło, ale na szczęście nie zabrakło sił by czytać. Choć w większości były to lekkie dzieła, np. kryminały.
Wszyscy dookoła zaczytują się w nowych autorach kryminałów ze Skandynawii, ja te wszystkie (no, prawie) nazwiska zapisuję na niekończącą się listę "przeczytać!", a do biblioteki tymczasem popędziłam po "ojca i matkę" tego gatunku, czyli po ostatnią część kryminałów z Beckiem pary Wahlöö i Sjöwall. I tak trochę smutno mi się zrobiło, że to już koniec i że więcej nie będzie. Bo ta seria idealna nie jest, ale mi odpowiadała niesamowicie. Lubiłam cofnąć się w czasie, poczytać o surowym śledztwie, gdzie dodzwonienie się do partnera może być sporym problemem, bo przecież nie ma jeszcze telefonów komórkowych.
Ostatnia część serwuje nam dość, powiedziałabym, wyluzowanego Becka. Zasługa to jego nowej partnerki życiowej: facet zmienił kobietę i od razu odżył. Trochę zmian w grupie śledczej, bo ktoś odszedł, ktoś się gdzieś przeniósł, ale ogólnie nadal jest ten sam klimat. I ponownie autorzy serwują nam sporą dawkę krytyki w stosunku do policji i ogółu społeczeństwa, ale do tego zdążyłam przywyknąć. Co mnie niestety rozczarowało w Ludziach przemocy, to zupełnie nie trzymająca w napięciu zagadka kryminalna, łatwa tym razem do rozwiązania, ale trzeba przyznać, że nie ona gra główną rolę, a przygotowania szwedzkiej policji do wizyty pewnego nielubianego amerykańskiego polityka. Wszyscy obawiają się, że może dojść do zamachu, próbują więc wyśledzić "podejrzany element" i zapobiegać. Oczywiście, ku uciesze Becka, on właśnie staje na czele grupy prewencyjnej.
Ostatnia część, moim zdaniem chyba najsłabsza z całości. Początek serii dużo lepszy. Ale mimo różnych wad przeczytałam błyskawicznie, i tak jak już pisałam, smutno mi się zrobiło, bo to koniec przygód kryminalnych z komisarzem Beckiem. Wspominać będę miło.
Wszyscy dookoła zaczytują się w nowych autorach kryminałów ze Skandynawii, ja te wszystkie (no, prawie) nazwiska zapisuję na niekończącą się listę "przeczytać!", a do biblioteki tymczasem popędziłam po "ojca i matkę" tego gatunku, czyli po ostatnią część kryminałów z Beckiem pary Wahlöö i Sjöwall. I tak trochę smutno mi się zrobiło, że to już koniec i że więcej nie będzie. Bo ta seria idealna nie jest, ale mi odpowiadała niesamowicie. Lubiłam cofnąć się w czasie, poczytać o surowym śledztwie, gdzie dodzwonienie się do partnera może być sporym problemem, bo przecież nie ma jeszcze telefonów komórkowych.
Ostatnia część serwuje nam dość, powiedziałabym, wyluzowanego Becka. Zasługa to jego nowej partnerki życiowej: facet zmienił kobietę i od razu odżył. Trochę zmian w grupie śledczej, bo ktoś odszedł, ktoś się gdzieś przeniósł, ale ogólnie nadal jest ten sam klimat. I ponownie autorzy serwują nam sporą dawkę krytyki w stosunku do policji i ogółu społeczeństwa, ale do tego zdążyłam przywyknąć. Co mnie niestety rozczarowało w Ludziach przemocy, to zupełnie nie trzymająca w napięciu zagadka kryminalna, łatwa tym razem do rozwiązania, ale trzeba przyznać, że nie ona gra główną rolę, a przygotowania szwedzkiej policji do wizyty pewnego nielubianego amerykańskiego polityka. Wszyscy obawiają się, że może dojść do zamachu, próbują więc wyśledzić "podejrzany element" i zapobiegać. Oczywiście, ku uciesze Becka, on właśnie staje na czele grupy prewencyjnej.
Ostatnia część, moim zdaniem chyba najsłabsza z całości. Początek serii dużo lepszy. Ale mimo różnych wad przeczytałam błyskawicznie, i tak jak już pisałam, smutno mi się zrobiło, bo to koniec przygód kryminalnych z komisarzem Beckiem. Wspominać będę miło.
wtorek, 5 czerwca 2012
"Zabójca policjanta" Maj Sjowall, Per Wahloo
Ponieważ książki pary małżeńskiej Sjowall i Wahloo lubię przeogromnie, jak się tylko w mojej bibliotece pojawiła świeżo wydana dziewiąta część cyklu o Becku, pobiegłam po nią i odłożyłam wszystko co czytałam, po to by się znowu zagłębić w kryminalny świat Szwecji z lat 70.
I jestem trochę rozczarowana. Razem z Beckiem wyruszyłam na północ, po to by rozwiązać zagadkę zaginięcia kobiety w wieku średnim, w które mógł być, ale nie musiał, zamieszany morderca z powieści Roseanna. Wysyłają więc tam Becka, bo już raz złapał tego człowieka, więc i tym razem powinien sobie poradzić. Beck tym czasem, może i mniej zmęczony, ale zniechęcony do swojej pracy tak samo jak dotąd, nie do końca jest przeświadczony o winie "starego znajomego". Dochodzi do tego napad na policyjny radiowóz i pościg za jedneym z przestępców, któremu udało się ujść z miejsca zdarzenia.
W dziewiątej części mam wrażenie krytyki policji jest już tak dużo, że zagadka kryminalna zeszła na drugie tło. Co chwile autorzy wracają do nieudolności policji, do brutalności jej członków, do krytyki społeczeństwa, jego marazmu i ogólnego przyzwolenia na to co się dzieje i skazywania młodych ludzi na bezrobocie i uciekanie do przestępstw. Przez to wszystko część morderstwa jakby się ulatnia, nie jest taka wyrazista, nie trzyma praktycznie w ogóle w napięciu. Czytać, czytało mi się dobrze i szybko, bo lubię styl Sjowall/Wahloo, ale brakowało tego napięcia właśnie i pytania kto zabił. Ale po dziesiątą, ostatnią część, jak tylko się ukaże na rynku, i tak sięgnę.
I jestem trochę rozczarowana. Razem z Beckiem wyruszyłam na północ, po to by rozwiązać zagadkę zaginięcia kobiety w wieku średnim, w które mógł być, ale nie musiał, zamieszany morderca z powieści Roseanna. Wysyłają więc tam Becka, bo już raz złapał tego człowieka, więc i tym razem powinien sobie poradzić. Beck tym czasem, może i mniej zmęczony, ale zniechęcony do swojej pracy tak samo jak dotąd, nie do końca jest przeświadczony o winie "starego znajomego". Dochodzi do tego napad na policyjny radiowóz i pościg za jedneym z przestępców, któremu udało się ujść z miejsca zdarzenia.
W dziewiątej części mam wrażenie krytyki policji jest już tak dużo, że zagadka kryminalna zeszła na drugie tło. Co chwile autorzy wracają do nieudolności policji, do brutalności jej członków, do krytyki społeczeństwa, jego marazmu i ogólnego przyzwolenia na to co się dzieje i skazywania młodych ludzi na bezrobocie i uciekanie do przestępstw. Przez to wszystko część morderstwa jakby się ulatnia, nie jest taka wyrazista, nie trzyma praktycznie w ogóle w napięciu. Czytać, czytało mi się dobrze i szybko, bo lubię styl Sjowall/Wahloo, ale brakowało tego napięcia właśnie i pytania kto zabił. Ale po dziesiątą, ostatnią część, jak tylko się ukaże na rynku, i tak sięgnę.
czwartek, 8 marca 2012
"Twardziel z Säffle" Maj Sjöwall, Per Wahlöö
Cykl Maj Sjöwall i Pera Wahlöö o Martinie Becku składa się z dziesięciu tomów. Do tej pory przetłumaczone na polski było pierwsze osiem, od niedawna dziewięć. Twardziel z Säffle, którego właśnie skończyłam czytać jest częścią siódmą. Niestety chyba najsłabszą ze wszystkich ośmiu, które już przeczytałam...Zaraz na samym początku dostajemy brutalne, ewidentnie dokonane z osobistych pobudek, morderstwo. Morderstwo nie byle kogo, bo komisarza. Niestety człowiek ten przez wielu nie był lubiany, dookoła niego krążyły różnego rodzaju plotki na temat sposobu w jaki wykonywał swój zawód. Beck i jego koledzy mają więc ręce pełne roboty.
Mimo mocnego rozpoczęcia kryminał ten traci dość szybko swój impet, a my dostajemy w tym momencie sporo różnej krytyki wobec policji szwedzkiej, co do tej pory mi nie przeszkadzało. Tym razem jednak chyba po protu sama historia nie była za bardzo zajmująca, czy tajemnicza, a przez to zarzuty autorów wybiły się na pierwsze miejsce. W finale mamy sporo akcji, ale mimo wszystko mnie trochę Twardziel z Säffle rozczarował. Co nie zmienia faktu, że po kolejną część, Zabójcę policjanta, sięgnę jak tyko się ukaże.
niedziela, 22 stycznia 2012
"Zamknięty pokój" Maj Sjöwall i Per Wahlöö
Zauważyłam, że ostatnimi czasy znowu czytam więcej kryminałów. Dobrze to, czy źle, nie wiem. Wiem, że mam na nie ochotę i tyle. Po rozmaitych wędrówkach, poznawaniu nowych nazwisk (trafionych wyborach typu Nesbo, lub tych nieco mniej udanych jak Gardner) powróciłam do jednych z moich ulubionych twórców: szwedzkiej pary małżeńskiej Sjowall i Wahloo. Tym razem do części ósmej, Zamkniętego pokoju.Beck, zmęczony i chyba nieco obojętny na wszystko co się dzieje dookoła, nieco może nawet zdołowany, dostaje sprawę samobójstwa, które samobójstwem być nie mogło, ale które w sumie nikogo nie obchodzi, bo w mieście okradają banki. Właśnie do rozpracowania gangu napadającego na szanowne instytucje skierowani zostali wszyscy koledzy komisarza.
Jak dla mnie chyba jedna z najlepszych części. Dwie sprawy, niby zupełnie róże, a obie ciekawe. Szczególnie to samobójstwo/morderstwo w zamkniętym pokoju. Taka klasyka, z którą poradzić sobie musi nasz komisarz, którego mają ewentualnie awansować. Co oczywiście Beckowi się nie podoba. Koledzy komisarza uganiają się za to za gangiem, który najprawdopodobniej stoi za udanym skokiem na bank i pewnikiem planuje następny. I tu o dziwno, autorzy wprowadzili całkiem sporo humoru. Na jednej z opisanych scen prawie popłakałam się ze śmiechu jadąc rano do pracy w zatłoczonym autobusie. Oczywiście nie jest to ot taki sobie humor, tylko taki podszyty złośliwością, zawierający krytykę policji, obnażający jej nieudolność. Ogólnie sporo w tej części uwag na tematy dotyczące społeczeństwa szwedzkiego, chyba najwięcej ze wszystkich części. Mnie to nie przeszkadza. Czytało mi się Zamknięty pokój z dużą przyjemnością, nie mogłam się do niego oderwać i już poluję na ostatnią książkę Sjowall i Wahloo, której nie miałam do tej pory w ręku. Polecam.
poniedziałek, 9 maja 2011
"Wóz strażacki, który zniknął" Maj Sjöwall, Per Wahlöö
Ostatnio zaczytywałam się w fantastyce, dokładnie w Świecie Dysku Pratchetta. Postanowiłam oderwać się od niej na chwilę. A ponieważ jakoś nie mam ostatnio humoru na nic bardzo poważnego, sięgnęłam po kryminał. Oczywiście moich ostatnio ulubionych autorów: szwedzkiego małżeństwa Sjöwall i Wahlöö.Samobójstwa, ogromny pożar, dziwna notatka z nazwiskiem Becka: a wszystko to dotyczy sztokholmskiego półświatka. Komisarz i jego zespół podążają, zdaje się trafionym, śladem, ale czy na pewno?
Lektura Wozu strażackiego, który zniknął jest moim czwartym spotkaniem z Martinem Beckiem i jego kolegami. Po drodze opuściłam jeden tom - Śmiejący się policjant - ale nie było go w bibliotece, a ja naprawdę miałam ochotę na powrót do tej serii. Dlaczego? Dlatego, że ta seria ani razu jak dotąd mnie nie rozczarowała, zawsze przynosząc mi sporo przyjemności podczas czytania. Tak było i tym razem. Mimo, że nie zapałałam do Becka większą sympatią, do jego kolegów, przełożonych i znajomych również nie, to jednak chętnie śledzę ich zmagania w dotarciu do prawdy. A zmagania te są żmudne, czasem długie i towarzyszą im często spory między prowadzącymi je policjantami. Tu nie ma szalejącej akcji: co akapit to coś nowego, a jednak ciężko się oderwać od lektury. Zespół Becka szuka odpowiedzi, zadaje pytania, prowadzi przesłuchania, czasami popełnia błędy, ale zawsze w końcu dochodzą do prawdy. A ja po prostu lubię śledzić ich poczynania. Polecam.
P.S. I tylko nie rozumiem, czemu wydawnictwo zmieniło okładkę i sposób wydania. Sama nie zbieram tej serii, jednak trzy pierwsze tomy były wydane lepiej, w twardej oprawie, na lepszym papierze. Szkoda, że podjęto taką decyzję...
środa, 3 listopada 2010
"Doktor Glas" Hjalmar Söderberg (Kraje nordyckie)
Nie planowałam czytać kolejnej książki ze Szwecji w ramach wyzwania Kraje Nordyckie. Chciałam się skupić na Finlandii lub Islandii, jednak gdy podeszłam do bibliotecznej półki okazało się, że literatury z tych państw nie uświadczę, za to Doktor Glas szwedzkiego pisarza Hjalmara Söderberga zaintrygował mnie swoją okładką oraz krótkim opisem.Początek XX wieku, Sztokholm. Nową pacjentką młodego, nieco znudzonego lekarza zostaje piękna, ale nieszczęśliwa w swoim małżeństwie, żona lokalnego pastora. Doktor Glas zakochuje się w niej bez wzajemności i postanawia jej pomóc, w dość niezwykły sposób.
Opis brzmi prawie tak, jak mógłby brzmieć opis jakiegoś romansu. Tymczasem ta krótka powieść, napisana w postaci pamiętnika głównego bohatera, nie ma nic wspólnego z romansem. Owszem traktuje ona i o miłości, ale nie jest ona w niej najważniejsza. Jest ona punktem wyjścia dla działań i przemyśleń młodego lekarza, to ona, miłość bez wzajemności, skłoni Glasa do udzielenia pomocy nieświadomej tego faktu kobiecie. Söderberg napisał swoją powieść w 1905 roku. Gdy się ona ukazała wzbudziła wiele kontrowersji. I wcale mnie to nie dziwi, bowiem pamiętnik doktora Glasa obok zwykłych uwag o pogodzie, czy znajomych zawiera najintymniejsze spostrzeżenia młodego, dobrze sytuowanego człowieka, dżentelmena, na różne, czasem drażliwe, także i dzisiaj, tematy. Porusza on kwestie aborcji, eutanazji, zbrodni, zastanawia się nad miłością, zdradą czy moralnością. To naprawdę musiało szokować.
Doktora Glasa czyta się świetnie. Zasługa to zarówno poruszanych tematów, jak i stylu autora, który jest bardzo dobry i wyrazisty. Na dodatek akcja trzyma w napięciu właściwie do ostatniej kartki. Ja już rozglądam się za innymi książkami Söderberga.
czwartek, 1 lipca 2010
"Zło" Jan Guillou (Kraje nordyckie)
Kilka lat temu obejrzałam na programie ale kino! bardzo dobry i ciekawy film o młodym chłopaku, który cały czas otoczony był przemocą. Był to szwedzki film Zło, który okazał się ekranizacją powieści Jana Guillou. Od tamtej pory książkę tę miałam na liście 'koniecznie przeczytać'. Teraz, kiedy biorę udział w wyzwaniu nordyckim, nadarzyła się świetna okazja, żeby poznać tę powieść.Szwecja, lata 60. XX wieku. Eric zaznaje w domu rodzinnym ciągłej przemocy ze strony swojego ojca. Sam, mimo że jest chłopcem inteligentnym, jest przywódcą szkolnego gangu. Gdy fakt ten wychodzi na jaw, matka kieruje chłopca do szkoły z internatem. Eric nie może się doczekać nowego otoczenia, ale po przyjeździe okazuję się, że także tutaj przemoc jest obecna i co gorsze, tolerowana przez nauczycieli.
Zło w tej książce jest po prostu wszechobecne. Eric dorasta będąc ustawicznie i za wszystko, nawet za złe podanie soli komuś przy obiedzie, bitym przez swojego ojca. Chłopak nie ma wsparcia w nikim, bo matka po prostu nie reaguje na okrutne zachowanie męża. Gdy Eric krzyczy z bólu, ona zasiada do pianina i gra Chopina. Sam Eric, jakby nie znając innego sposobu postępowania, przewodzi szkolnemu gangowi, który ciągle terroryzuje słabszych uczniów i dokonuje kradzieży. Gdy udaje się do nowej szkoły ma nadzieję, że ten rozdział ma już za sobą. Jednak na miejscu okazuje się, że tu także przemoc jest na porządku dziennym. Uczniowie starszych klas znęcają się nad młodszymi pod przykrywką "koleżeńskiego samowychowania". Słabsi dostają prztyczki, ciosy jednego szwu, są wyzywani i wykorzystywani do różnych prac dla starszych bądź są wyzywani 'na beton' - fragment boiska, gdzie odbywają się brutalne, nieuczciwe walki, często kończące się odwiezieniem do szpitala. I to wszystko za cichą aprobatą grona pedagogicznego, które udaje później, że nie dostrzega siniaków, podbitych oczu czy nowych szwów. Eric obiecał sobie, że w nowej szkole nie będzie się już bił. A jednak zaraz po przyjeździe musi stawić czoła starszym uczniom i wybrać co zrobić: dotrzymać danego sobie słowa kosztem zostania pośmiewiskiem całej szkoły, czy przeciwstawić się złu przyjmując wyzwanie 'na betonie' i samemu zastosować przemoc. Cała powieść jest zapisem nieustannej walki Erica o nieco spokoju i prób walki ze złymi zasadami panującymi w Stjarnsbergu. Jedyne wsparcie znajduje on w koledze z pokoju. Eric i Pierre prowadzą wiele ciekawych rozmów, które dotyczą zła, przemocy i sposobów jakimi można sobie z nimi radzić i czy są one skuteczne. Chłopcy zastanawiają się co to w ogóle jest zło i skąd się bierze w człowieku.
Bardzo ciekawe są momenty w których Guillou opisał Erica i to w jaki sposób próbuje on pokonać strach towarzyszący każdej bójce, czy sposoby w jakie radzi sobie on z bólem, wynikającym z każdego ciosu oraz momenty przed starciem, gdy Eric planuje swoje kolejne posunięcia i szacuje na co stać jego przeciwnika.
W powieści tej jest dużo zła, przemoc ją wypełnia. Ale czy można ją pokonać? I w jaki sposób można walczyć z takim złem? Cóż, dla mnie zakończenie nie było optymistyczne, choć takiego właśnie się spodziewałam.
wtorek, 8 czerwca 2010
"Mężczyzna na balkonie" Maj Sjöwall, Per Wahlöö (Kraje nordyckie)
Moja druga książka z wyzwania Kraje nordyckie i zarazem kolejny kryminał, tym razem jednak ze Szwecji. Po prostu czytałam już wcześniej dwie pierwsze książki Sjowall i Wahloo z cyklu z Beckiem (Roseanna i Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu) i bardzo mi się one spodobały. Postanowiłam więc sięgnąć po kolejną. Mam nadzieję, że będę mogła przeczytać wszystkie kryminały z tym detektywem.Zmęczony i przepracowany Martin Beck ma nadzieję na trochę spokoju w sezonie letnim, może nawet jakiś urlop. Niestety zaraz na początku sezonu będzie musiał wraz ze swoimi kolegami z komisariatu zabrać się do pracy, bo ktoś brutalnie morduje małe dziewczynki.
Moja trzecia książka szwedzkiego małżeństwa i trzecia, którą bardzo dobrze mi się czytało. Ich książki pisane są prostym, ale czystym i przejrzystym stylem, bez zbędnych opisów, jednocześnie nie posiadają w sobie chłodu. Momentami ma się wrażenie, że czyta się sprawozdanie ze śledztwa, szczególnie widać to we fragmentach przesłuchań świadków czy podejrzanych. Co także mi się podoba, to że widać tą całą mozolną pracę całego zespołu, która ma na celu złapanie przestępcy. Mimo że to Beck jest najlepszym śledczym, nie dokonał by właściwie niczego, gdyby nie pomoc i zdolności jego kolegów. Mężczyzna na balkonie jest ciekawe poprowadzony: od początku wiemy kto zabija; ma również nieco inne zakończenie niż większość znanych mi kryminałów.
Naprawdę bardzo dobry kryminał.
wtorek, 16 lutego 2010
"Roseanna", "Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu" Maj Sjowall, Per Wahloo

Roseanna i Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu to dwa pierwsze z serii dziesięciu kryminałów napisanych przez szwedzką parę małżeńską, Maj Sjowall i Per Wahloo. O obu przeczytałam na blogu Prowincjonalnej nauczycielki i stwierdziłam, że chętnie się z nimi zapoznam, akcja bowiem dzieje się w latach sześćdziesiątych.Głównym bohaterem serii jest policjant śledczy Martin Beck. Jest on uznawany za najlepszego śledczego w całym kraju. Prywatnie jest normalnym facetem z problemami małżeńskimi, który łatwo się przeziębia i nie lubi jeździć metrem. Dodatkowo bardzo przejmuje się swoją pracą.
W Roseannie akcja dotyczy gwałtu i morderstwa nieznanej nikomu dziewczyny, której ciało znaleziono w wodzie. Policjanci mają ogromne trudności ze zindentyfikowaniem ofiary. Sprawa kompletnie pochłania Becka i jego kolegów. W końcu śledztwo daje rezultaty, a policjanci zastawiają pułapkę na mordercę.
Mężczyzna, który rozpłyną się w powietrzu wykracza poza granice Szwecji. Beck zostaje przez ministerstwo skierowany na Węgry, aby tam odnaleźć szwedzkiego dziennikarza, który kompletnie rozpłynął się w powietrzu.
Co mi się podoba w tych książkach, to fakt, że najlepszym śledczym jest Beck, ale nawet on bez pomocy swoich kolegów z komisariatu nie dałby rady rozwiązać tych kryminalnych zagadek. Szczególnie widać to w Roseannie, gdzie cały zespół pracuje razem śledząc podejrzanego, zastawiając pułapkę, sprawdzając informacje. To ciężka praca. A kiedyś była jeszcze cięższa, np. jeden z policjantów zdaje raporty biegając od jednej budki telefonicznej do drugiej, bo przecież komórek wtedy nie było. Podobało mi się także ukazanie całego procesu śledztwa, łącznie z przesłuchaniami. Idealnie pasuje do tego styl jakim posługują się autorzy: zwięzły, pełen szczegółów, ale soczysty. Ani przez chwilę się nie nudziłam czytając te książki i z dużą przyjemnością sięgnę po kolejne części.
środa, 3 lutego 2010
"Krzyżowcy. Droga do Jerozolimy" Jan Guillou
Okazuje się, że Szwecja nie tylko, jeśli chodzi o literaturę, Mankellem stoi. Jest jeszcze m.in. Jan Guillou, autor powieści przede wszystkim historycznych, choć nie tylko. Ja poznałam jego nazwisko oglądając bardzo dobry film Zło oparty na jego powieści. Ponownie wypłynęło ono przy niedawnym seansie filmu Templariusze. Miłość i krew, ekranizacji powieści Guillou. A że dawno nie czytałam nic związanego ze średniowieczem, a film mi się podobał, sięgnęłam po pierwszy tom trylogii.Mały Arn, młodszy syn pana na Arnas i jego mądrej żony Sigrid, pewnego dnia podczas beztroskiej zabawy spada z dużej wysokości i traci przytomność. Przerażeni rodzice modląc się o powrót syna do zdrowia składają przysięgę, że oddadzą chłopca Bogu na służbę, byle by wyzdrowiał. I tak chłopiec trafia do klasztoru cystersów, by tam pobierać nauki i przygotować się do dalszego życia...
Ja dopiero poznaję literaturę szwedzką, nie wiem więc jak to jest, ale podobnie jak Mankell i Guillou ma bardzo oszczędny styl, zwięzły i prosty. Na początku muszę przyznać, że mi to nieco przeszkadzało. Odkładałam Drogę do Jerozolimy kilka razy, ale coś mnie do niej ciągnęło. Z czasem przyzwyczaiłam się do tego w sumie małomalowniczego stylu i dałam się ponieść historii. W pierwszej części Krzyżowców nie ma za dużo akcji, no ale w końcu większa część książki skupia się na Arnie i jego pobycie w klasztorze, gdzie trzeba przyznać ma co robić. Chłopak zaczyna się uczyć czytać, pisać, poznaje języki obce, w tym oczywiście łacinę, studiuje Pismo Święte. Ale obok tego uczy się także różnych zawodów: pomaga w kuchni, ogrodzie, buduje, łowi ryby. I zaczyna ćwiczyć z bratem Guilbertem, byłym templariuszem, sztuki walki. Okazuje się, że mały ma naturalny dryg do wojaczki. Świetnie strzela z łuku i szybko opanowuje sztukę władania mieczem oraz jazdy konnej. A te wszystkie umiejętności przydadzą mu się, gdy po kilkunastu latach spędzonych za murami klasztoru Arn będzie musiał spędzić rok wśród rodziny. Wraca więc do domu, by tam odkryć jak inne jest życie zwykłych ludzi. Młody i naiwny szybko wplątuje się w poważne tarapaty. Ogólnie książkę dobrze się czyta, choć czasami może lekko powiać nudą, mam wrażenie, że wina to lekkiej surowości stylu i ogólnego klimatu, zdarzają się także niepotrzebne powtórzenia. Jednak ciekawie było poczytać o życiu w średniowiecznym klasztorze, o zwyczajach rodowych panujących w Skandynawii, o walce o koronę Szwecką, po prostu przenieść się na chwilę do średniowiecza.
środa, 23 września 2009
"Biała lwica" Hening Mankell (Kolorowe czytanie)
Już prawie wszyscy dookoła zapoznali się z prozą Mankella, poza mną. Stwierdziłam, że czas nadrobić zaległości, tym bardziej że podobały mi się filmy oparte na książkach tego szwedzkiego pisarza. Szczególnie do gustu przypadły mi te wyprodukowane przez BBC, z Kennethem Brannagh w roli głównej, prezentowane ostatnio na ale kino!.Młoda matka, pośredniczka w handlu nieruchomościami, Louise Akerblom, pewnego dnia nie wraca do domu. I właśnie od jej zaginięcia zaczyna się Biała lwica, kryminał, którego akcja dzieje się na dwóch kontynentach, dokładniej w Szwecji i w RPA, i w którym, to w sumie niepozorne wydarzenie, doprowadzi wszystkich do odkrycia politycznego spisku.
Sama się sobie dziwię. Oglądając filmy, czy te produkcji skandynawskiej, czy te brytyjskiej, dałam się kompletnie 'porwać' surowemu klimatowi Szwecji, niespiesznej akcji i przede wszystkim głównemu bohaterowi. Bo trzeba przyznać, że Wallander jest dość wyjątkowym detektywem: po zawale, zmęczony, z depresją i problemami rodzinnymi, na dodatek kocha operę. Jednak książka mnie w jakiś sposób rozczarowała. Być może dlatego, że nigdy nie czułam pociągu do Afryki i jej historii, a w tej książce stanowi ona lub rzeczy i ludzie z nią związani dużą część. Poza tym te ciągłe rozmowy przy stole, te całe burze mózgów, które tak naprawdę nie zawsze coś wnoszą do akcji. Nie wiem, z jednej strony jest to porządna, dobra literatura, z drugiej nie wciągnęła mnie ona tak jak się tego spodziewałam, nie przewracałam stron z przejęciem chcąc poznać co będzie dalej, choć trzeba przyznać, że sama intryga jest nieźle przemyślana i opisana.
Być może za jakiś czas znów sięgnę po kryminał Mankella, ale póki co pozostanę przy filmach - z niecierpliwością czekam na następne produkcji BBC.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


