wtorek, 29 czerwca 2010

"Maskarada" Terry Pratchett

Byłam w bibliotece zupełnie po inną książkę, wyszłam z kolejnym Pratchettem. Jako miłośniczka Upiora w Operze zawsze byłam wyjątkowo ciekawa tej części cyklu Świata Dysku, a do tej pory nie mogłam jej jakoś upolować.

Opera w Ankh-Morpork: okropny architektonicznie budynek, gdzie próbuje odnaleźć nieco swej niezależności niesamowicie uzdolniona Agnes, przepraszam: Perdita X. Nitt i gdzie grasuje Upiór, z morderczymi zamiarami; Opera ta kompletnie nie przynosi żadnych zysków, ale cóż zrobić: przedstawienie musi trwać!

Ta część Świata Dysku należy do cyklu związanego z czarownicami z Lancre. Poznałam je już wcześniej w Równoumagicznieniu i w Kapeluszu pełnym nieba. Oczywiście na pierwszy plan wybija się majestatyczna Babcia Weatherwax, najpotężniejsza ze wszystkich czarownic. W Maskaradzie towarzyszy jej cudowna, niesamowicie zaradna i wzbudzająca sympatię Niania Ogg. To one właśnie, kierowane nieco egoistycznymi powodami, podążają za Agnes do Ankh-Morpork i tam rozprawiają się w końcu z Upiorem Opery.
Tak prawdę mówiąc, to Maskarada przypomina nieco kryminał: cała ta próba rozwiązania zagadki, kto jest Upiorem i dlaczego morduje, naprawdę trzyma w napięciu. Jest też oczywiście cudną satyrą opery i związanego z nią świata: nieważne co się dzieje, przedstawienie musi trwać, a jak twierdzi jeden z bohaterów, wszyscy z nią związani w końcu głupieją.
Ja czytając tę powieść Pratchetta bawiłam się doskonale. Teraz idę posłuchać muzyki Andrew Lloyda Webbera.

4 komentarze:

pandorcia pisze...

Bardzo lubię książki Pratchetta, ale tej jeszcze nie czytałam :) Będę musiała po nia w niedługim czasie sięgnąć :)

Caitri pisze...

Polecam, choć czytałam lepsze części, to i tak czyta się "Maskaradę" świetnie.

Agnes pisze...

Bardzo lubię Pratchetta :)

Caitri pisze...

Ja również ;)