
Wpadła mi w ręce książka Wysokie okno, która zdaje się jest trzecią powieścią z Philipem Marlowe'em, prywatnym detektywem, w roli głównej. I co mogę powiedzieć? Nie było źle, nawet na tyle dobrze, że mam już w ręku kolejną książkę Chandlera. Jednak zachwycona z drugiej strony jakoś wybitnie też nie jestem. Czemu?
Wszystkiemu chyba winna Agatha Christie. Po prostu wolę sielską anielską wieś angielską, a nie pełne życia wielkie miasto amerykańskie. Choć muszę przyznać, że Raymond Chandler z Marlowe'em bardziej do mnie trafił, niż Hammett ze Spade'em. Marlowe'a da się lubić, przynajmniej ja go w sumie polubiłam. Sama zagadka zaginionej monety nie trzymała mnie jakoś niesamowicie w napięciu. Bardziej zaciekawiły mnie opisy tła i ludzi wśród których kluczy nasz główny bohater, starając dotrzeć do prawdy.
Tak czy inaczej nie skreślam jeszcze pana Marlowe'a i zabieram się za lekturę Playbacku. Zobaczymy jak mi pójdzie.
4 komentarze:
Miło mi, że skorzystałaś z moich podpowiedzi:), ja Chandlera uwielbiam, właśnie za Marlowe'a, za miasto w którym działa, za czarny humor, no za całokształt:).
W każdym razie jego "Żegnaj laleczko", czy "Długie pożegnanie" to majstersztyk, albo "Siostrzyczka":).
Dobra, kończę, bo mogłabym tak długo:).
Uwielbiam Chandlera! Przeczytałam prawie wszystkie jego książki. A "Żegnaj laleczko" to zdecydowane mistrzostwo gatunku. Polecam również film na podstawie książki. Uwielbiam ten gangsterski klimat książki :)Ale Christie te ma swój urok :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Z książkami Chandlera spędziłam wiele miłych chwil :)
fajny blog. zapraszam do mnie
photography-nesia.blogspot.com
Prześlij komentarz